„O smutnych wypadkach i zajściach z Gołębia” – artykuły z prasy

Gołąb, lata 60. XX wieku, zdjęcie z archiwum Piotra Woszczka.

Niektóre artykuły z końca XIX wieku, ukazujące się w prasie dla ludu miejskiego i wiejskiego, miały charakter moralizatorski. Pewne wydarzenia były przywoływane po to, aby pokazać czytelnikom, czym może się skończyć nadużywanie alkoholu, kłótnie rodzinne czy pozostawianie dzieci w domu bez opieki dorosłych. Czasopisma oczywiście pełniły również funkcję informacyjną, stąd wzmianki o np. napadzie na plebanię w Gołębiu.

 

***

Pożar w Gołębiu

Pożar całego gospodarstwa w Gołębiu, którego właścicielem był Tomasz Kruk, opisano w „Gazecie Polskiej” w 1870 roku:

W guberni lubelskiej w dniu 27 lutego we wsi Gołębiu (w pow. nowoaleksandryjskim) spalił się dom z za budowaniami gospodarczemi i bydłem, ubezpieczonemi na rsr. 150. Nadto znalazło śmierć w płomieniach pięciu ludzi; właściciel domu, Tomasz Kruk, jakkolwiek zdołał się ocalić, jednakże skutkiem mocnego poparzenia w kilka dni życie zakończył.
„Gazeta Polska” 1870, nr 104, s. 2.
 ***

Tragedia dziecka pozostawionego bez opieki:

Dzieci się ciągle palą! Biedne te nasze niewiniątka kochane—nie dość, że je tępi na wszystkie strony ospa, szkarlatyna, błonica, ale jeszcze niedbali rodzice skazują je często na upieczenie się żywcem. Oto świeżo we wsi Gołębiu nad Wisłą dwuletnie dziecię, Adaś Antoniak, pozostawione samo w izbie, zbliżyło się do komina, zapaliło na sobie ubranie i poparzone okropnie w kilka godzin skonało! Wielką odpowiedzialność gotują sobie, przed Bogiem i ludźmi te gminy i ci wójci, gdzie dotąd jeszcze ochronek po wsiach nie ma! Wszakże to tak łatwo uchwalić na zebraniu gromadzkiem, aby w każdej wsi była jedna izba duża, gdzie by małe dzieciny oddawały się pod dozór choćby kolejnym kobietom leciwym, co za małe wynagrodzenie i życie chętnie by dozorowały dzieciny, gdy ich matki muszą się z domu na czas dłuższy wydalić. Składeczki też na to bardzo by mało kosztowały całą gromadę.
Dzieci się ciągle palą, „Zorza” 1881, nr 45, s. 7-8.
 ***

„O smutnych wypadkach i zajściach”

Pewna kłótnia ojca z synem zakończyła się bójką, w wyniku której ojciec trafił do szpitala, a syn do sądu. Kolejna opisana sprawa dotyczyła kłótni między teściową i synową, w trakcie której pijana synowa ugryzła palec teściowej, w ranę wdała się gangrena i trzy dni później teściowa zmarła. Zdarzył się też wypadek, pijany gospodarz wracał wozem z jarmarku w Puławach i wiózł gospodynię, wóz przewrócił się, a owa gospodyni złamała rękę.

Z okolicy wsi Gołębia, położonej niedaleko od Puław piszą do Gazety o smutnych wypadkach i zajściach, z czego się pokazuje, że się i tam źle dzieje. Przykro nam bardzo, że takie rzeczy do wiadomości wszystkich musimy podawać; ale—nie ma rady: co gdzie jest złego, trzeba wskazywać i choćby palcem wytykać, że by się nie rozpleniało. List do Gazety tak to opisuje: „Jeden z gospodarzy ma syna, któremu jest teraz 22 lata. Został on oddzielony z gospodarstwem od ojca, bo ojciec mu dał połowę gruntu. Synalek jednak nie poprzestawał na tem i domagał się pieniędzy. Przyszło do tego, że w pierwszym tygodniu tego miesiąca zawiązał się spór między synem a ojcem. Samo to jest wielkiem już złem i potępia syna w oczach wszystkich uczciwych ludzi. Nie skończyło się jednakże na tem, bo owo dziecko występne, ów drągal podniósł rękę na ojca i w zajściu rzucił się nawet przeciwko niemu. Ojciec jest obecnie w szpitalu, a występnego syna sądzić będzie sąd kryminalny”. Słusznie! Niech będzie przykład dla okolicy, dla wsi, dla wszystkich, jak to są karane podobne zbrodnie. Inne dwa zajścia także kilka tygodni temu zdarzyły się w Gołębiu, a piszą tak o nich: „Po powrocie z jarmarku w Puławach pewna synowa pokłóciła się z matką swojego męża, i—rzecz prosta, nie po trzeźwemu. Od słowa do słowa zaszło tak daleko, że się wywiązało znieważenie, przy którem synowa ugryzła palec matce mężowskiej. Staruszce zadała się gangrena w ranę i trzeciego dnia umarła nieboga”. „Drugi wypadek zdarzył się także, po jarmarku puławskim z pijaństwa. Gospodarz Walenty Kamola nie zna powściągliwości w nałogu. Wiózł on swoją kumę Wardzinę z jarmarku i jak to zwykle jest z nim, miał zaprószoną głowę. Dla pijanego wszędzie równa droga, ale dla wozu nierówna,—to też wóz się zatoczył i wywrócił, a Wardzina upadła tak nieszczęśliwie, że rękę złamała. Przez całe żniwa nie mogła ona jąć się roboty i jeszcze dotąd niezdrowa. Nie pisałem do tego czasu o trzech wypadkach powyższych, boć to wstyd wielki nie tylko dla tych, którzy się dopuścili występków, ale dla krewnych i powinowatych, dla wszystkich w Gołębiu, że tam się tak dzieje! Milczałem jednak dlatego, że można było rachować na upamiętanie, na wstrzymywanie się od pijaństwa, i na poprawę. Tego jednak nie widzę; niechże zatem świat wie, jak to jest u nas. Winać to co prawda starszych, ojców i matek, że wychowują tak dzieci, a są i tacy rodzice u nas—oj są! Pobłażliwość dla dziecka nic jest to cnota, ani też rodzicielską miłością tego nazwać nie można. W dziecku tak prowadzonem rosną wszelkie zdrożności, więc gdy w nich się wychowa przy pobłażaniu, to potem nie będzie wdzięczne za to rodzicom. Zaledwie chodzić zaczyna, jeszcze się pacierza nie nauczyło, a kląć już umie, matka zaś albo ojciec kontenci i chwalą się przed ludźmi, że takie mądre! Niech no ksiądz, albo nauczyciel, albo nauczycielka zganią postępowanie dziecka, a już gotowa do nich od rodziców uraza. Czy to nie lepiej, nie pewniej skarcić dopóki czas, żeby następnie nic wstydzić się za takiego syna lub córkę. Oj rozwagi, rozwagi!… bo biada wam potem panie ojcze i pani matko, żeście źle prowadzili i wychowali.” Nie wiedzieliśmy, że tak źle jest w Gołębiu! List podajemy dlatego, że się może znajdą ludzie uczciwi, którzy przez dobry przykład i upomnienia wpłyną na poprawę chociażby tych, co się nałogowi pijaństwa oddają. Liczy my na to, że gołębianie wezmą te kilka słów do serca, i że niebawem lepsze stamtąd odbierać będziemy nowiny.

Z okolicy wsi Gołębia,”Gazeta Świąteczna” 1883, nr 143, s. 2.
 ***

Napad na plebanię:

 W Gołębiu w powiecie puławskim, w nocy ze środy na czwartek ubiegłego tygodnia, 6 bandytów napadło na plebanię. Na odgłos strzałów przybiegli okoliczni włościanie i napad odparli. Wkrótce przybyła na miejsce także policja z kozakami z Puław i kilku podejrzanych aresztowała, lecz winowajcy, — jak się zdaje — zdołali zbiec.
Napad na plebanię, „Czas” 1908, nr 201, s. 1.
Artykuł jest kontynuacją poprzednich tekstów:

 

Bibliografia:

  1. Napad na plebanię, „Czas” 1908, nr 201, s. 1.
  2. „Gazeta Polska” 1870, nr 104, s. 2.
  3. Z okolicy wsi Gołębia,”Gazeta Świąteczna” 1883, nr 143, s. 2.
  4. Dzieci się ciągle palą, „Zorza” 1881, nr 45, s. 7-8.

Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *