„Babska robota”, czyli dawne zajęcia gospodyń z Gołębia z XIX wieku

Pranie kijanką,  Koło Gospodyń Wiejskich na pokazie dawnych prac domowych i polowych z okazji Dni Gołębia, Gołąb, lata 80. XX wieku, źródło zdjęcia tu

Dawne życie na wsi wiązało się z ciężką pracą. Często jedynym źródłem utrzymania była ziemia i jej plony. Kobiety gotowały, prały, sprzątały, szyły ubrania, ręczniki i narzuty, zajmowały się hodowlą drobiu, uprawą warzyw i owoców, dojeniem krów i gospodarowaniem mlekiem. Ponadto musiały się znać na ziołolecznictwie i oczywiście wychowywały dzieci.

Nie wiadomo właściwie, dlaczego ustaliło się przekonanie, że robota kobiety jest mało warta, bo nie ma ona wiele siły i dużo nie zrobi. Tymczasem właśnie wieśniaczki nasze dowodzą swem życiem wprost przeciwnego; gdyż mając cały obrządek domowy i pielęgnowanie dzieci na swojej głowie, pracują one jeszcze w polu na równo z mężczyznami. Nawet w południe, gdy mąż lub ojciec odpoczywa po nużącej pracy, kobieta musi krzątać się koło obiadu; wieczorem, gdy mężczyzna zażywa zasłużonego wczasu, kobiety warzą kolacyję; w nocy zaś wstają do dzieci, a do dnia zrywają się, aby przygotować śniadanie.

Antoszka, Przy kądzieli, pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913,  s. 95-96.

zapaski

Zapaski gospodyń z Gołębia, źródło zdjęcia: Gołąb nad Wisłą.

Dawniej praca kobiet nie była doceniana. Dopiero, kiedy gospodyni umarła, pozostawiając dzieci i męża, wdowiec, nie znając się zupełnie na domowych obowiązkach, szybko szukał drugiej żony.

Porządki w izbie

Izba, najważniejsza część w chałupie, była pomieszczeniem służącym do odpoczynku, gotowania i spożywania posiłków. W niektórych chałupach, zamiast drewnianej podłogi była ubita glina, czyli klepisko, gospodyni przed zamiataniem, skrapiała klepisko wodą, aby nie wzniecać kurzu. Natomiast drewnianą podłogę posypywano wilgotnym piachem i dopiero wtedy zamiatano. Kurz z ram i obrazów ściągano czystym, suchym pędzlem. Od czasu do czasu odkurzano same ściany. Wierzono, że na ścianach osadzają się zarazki, dlatego trzeba bielić izbę:

Bielenie powinno być szczególniej staranne, jeżeli w izbie był kto chory na ospę, odrę, szkarlatynę, tyfus lub inną zaraźliwą chorobę, bo zarazki choroby osiadają na ścianach, a przez wapno zniszczone zostają.

Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s.82.

Stoły, ławy i szafki szorowano szczotką lub wiechciem ze słomy. Raz na jakiś szorowano też łóżka, w których często roiło się od robactwa:

(…) zwłaszcza pluskiew, które tak trapią nocami, że często ludziska od nich na dwór lub do stodoły uciekają.

Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s.83.

Gotowanie i podawanie posiłków

garnki

Makutra i gliniane garnki służące do przechowywania żywności, źródło zdjęcia: Gołąb nad Wisłą.

Gotowanie to jedno z podstawowych zajęć każdej gospodyni. Kobiety zaczynały dzień od przyniesienia drzewa, rozpalenia ognia w domowym piecu i wystawienia ziemniaków. Typowym gołębskim śniadaniem były świeżo ugotowane ziemniaki  z kapuśniakiem lub barszczem. Kartofle uprawiano powszechnie, ale w XIX wieku wcale nie uchodziły za zdrowe i nie zalecano ich podawania dzieciom:

Kartofle są jedzeniem prawie wcale niepożytecznym i tylko dlatego tak rozpowszechnionym, że nawet w zimnych okolicach dają się uprawiać. (…). Wieśniacy jedzą co prawda prócz kartofli inne jeszcze pokarmy, ale równie mało pożywne, dlatego też, potrzebując dużo zjeść, aby się nasycić, rozpychają strasznie żołądek. (…) kobiety wiejskie nie mają tak jak miejskie, wcięcia w pasie (…), a dzieci chodzą z wielkimi brzuchami. Kartofle nie są ani zdrowe, ani pożywne dla starszych, a dla dzieci są stanowczo szkodliwe. (…) Na koniec każda przecie gospodyni wie o tem, że chcąc rozepchać wieprzka, karmi się go naprzód kartoflami.

Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s. 16-17. 

W Gołębiu posiłki spożywano z jednej miski, dlatego jedzono przy tzw. „taborecie”, małym stoliku, na którym mieściła się tylko miska z ziemniakami i miska z zupą. W wielu domach pierwsi jedli rodzice, potem dzieci.

stepa

Stępa. Koło Gospodyń Wiejskich na pokazie dawnych prac domowych i polowych z okazji Dni Gołębia, Gołąb, lata 80. XX wieku, źródło zdjęcia tu.

Popularnym daniem lub dodatkiem do dań była kasza, którą należało utłuc z ziaren w stępie.

Kasza gotowana na mleku lub na wodzie, okraszona surowem masłem, jest bardzo pożywna; jadać ją mogą małe dzieci i chorzy, a szczególniej nadaje się dla nich tatarczana drobna i pszenna; doskonała też jest jęczmienna, jeżeli w czasie gotowania włożymy do garnka trochę masła, bo wtedy kasza rozklei się dobrze, jest smaczna i pożywna. Do kaszy tatarczanej obwarzanej, jęczmiennej i jaglanej dobrze jest w czasie gotowania wlewać słoninę bez skwarków, a skwarkami krasić dopiero przy podaniu do jedzenia.
Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s. 15.

 

Gospodynie poświęcały sporo czasu na przygotowanie posiłków, w kuchni dominowały proste i podzielne dania, np. kluski lane, „krajane” lub kluski z kartofli, różne pierogi, duszaki.

Mycie naczyń

Kobiety przynosiły wodę ze studni znajdującej się na ulicy. Naczynia zmywano w specjalnej misce stojącej na drewnianym stołeczku. Garnki po gotowaniu ziemniaków, tłustych rosołów, kaszy, grochu czy kapusty szorowano popiołem drzewnym lub piaskiem i gorącą wodą używając do tego wiechci ze słomy lub gałązek z brzozy lub wierzby. Niektóre gospodynie miały zwyczaj zostawiania brudnych naczyń i podawania w nich kolacji na brudnej misce kolacyjna będzie kraśniejsza. Często zdarzało się, że gotowano w brudnych garnkach:

Niech sobie będą kartofle z solą, ale w czystym garnku ugotowane, a lepiej one smakują i większy przyniosą pożytek, niżeli rosół z brudnego sagana, lub kawa ugotowana w rynce po kapuście.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 95. 

Raz na jakiś czas wyparzano garnki i naczynia do przechowywania mleka rozgrzanymi kamykami. Gliniane miski, kubki, garnki zaraz po umyciu wycierano do sucha lnianą ściereczką. Blaszane łyżki, widelce i noże czyszczono popiołem.

Tak samo, jak o garnki, trzeba dbać o czystość radli, patelni, brytwanny, które po każdem użyciu należy doskonale piaskiem lub popiołem, wziąwszy słomiany wiecheć, wyszorować wewnątrz i zewnątrz.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 96.

Należało też dbać o miejsce do mycia naczyń:

Stół i ławkę po zmywaniu co dzień wyszorować
szczotką lub wiechciem słomianym, posypawszy je
piaskiem lub gliną, a zawsze będą białe,jak nowe.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 97. 

Pieczenie chleba

To jednej z najważniejszych obowiązków kobiet. Antoszka często powtarzała, że im ludzie lepiej wykształceni, tym leszy chleb jadają. Dawniej chleb był razowy lub pytlowy, ciemny. Istniało wiele zwyczajów związanych z pieczeniem chleba. Gospodyni przechowywała chleb w kredensie w szafce zamykanej na klucz. Na wsi istniał zwyczaj pożyczania chleba, który polegał na tym, że najbliższe sąsiadki umawiały się między sobą, kto teraz piecze chleb. Gospodyni rozczyniała większą ilość ciasta i piekła chleb również dla sąsiadek, oddawała im chleb, który wcześniej one upiekły dla niej.

Malowanie komina po pieczeniu chleba:

Niektóre gospodynie mają zawsze trochę wapna rozmieszanego w garnku i po każdem upieczeniu chleba, bielą wewnątrz komin tak, że i śladu sadzy na nim nie ma.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 97.

Domowe tkactwo

Kądziel od najdawniejszych czasów była kojarzona z kobietami.

W zwyczajach ludu polskiego niektórych okolic, pannie młodej, powracającej od ślubu, podają w domu kądziel w rękę, na znak, że odtąd przędzą ręki swojej będzie okrywała rodzinę.

Kądziel, Encyklopedia staropolska.

Kobiety zajmowały się przędzeniem w jesienne i zimowe wieczory, spotykały się „przy kądzieli” we wcześniej umówionym domu, zabierały ze sobą dzieci, przychodzili również mężczyźni. Opowiadano wtedy różne historie, bajki, plotkowano.

narzuta

Wełniana, ręcznie tkana narzuta, źródło zdjęcia: Gołąb nad Wisłą.

Bielenie przędziwa i płótna:

Skoro motki są już gotowe, należy je mokre utarzać w popiele z drzewa dębowego lub olcho­wego,ułożyć w potaczkę i polewać gorącą wodą, lub też ułożyć na misce i wstawić w piec po chle­bie. W takim razie trzeba często zaglądać i pilno­wać, aby motki były mokre, żeby się nie przepa­liły lub nie spaliły. Jak piec ostygnie, motki wy­jąć i dobrze wypłukać u rzeki.
Kiedy płótno już utkane, zamoczyć je w wodzie, a potem rozciągać na trawie; jak wyschnie, znowu polewać. Bielenie płótna najlepiej zacząć w marcu, jak tylko śniegi stopnieją. Przebielone dobrze płótno włożyć w potaczkę, przekładając drobno porąbnemi, smolnem i sosnowemi szczypkami i polewać ukropem. Takim sposobem dobieli się do reszty.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 105.

len

Lniane płótno, źródło zdjęcia: Gołąb nad Wisłą.

Od najmłodszych lat dziewczęta uczyły się cerować, wyszywać i szyć. Szanowano każdy kawałek materiału, niczego nie wyrzucano. Ze starej odzieży kobiety robiły „gałganiorz”, czyli codzienną narzutę na łóżko. Kobiety zbierały resztki z płótna na pieluchy dla dzieci. Niepotrzebnymi resztami materiału zatykano szpary między deskami w chałupach.

galganiorz

” Gałganiorz”, źródło zdjęcia: Gołąb nad Wisłą.

Pranie bielizny

Dawni mieszkańcy Gołębia byli bardzo oszczędni jeśli chodzi o ilość odzieży. Uważano, że koszulę, która jest najbliżej ciała, łatwo czymś zasłonić i nie widać, czy czysta czy brudna. Popularnym zwyczajem było przewlekanie odzieży i pościeli na drugą, czyściejszą stronę.

Często tak wypadnie, że choroba, czy też pilna jakaś robota przeszkodzi gospodyni urządzić pranie, a wtedy, co robić, jak jest tylko na jedno przewleczenie?

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s.90.

Dopiero, gdy możliwości przewleczeń wyczerpały się, urządzano pranie, które trwało zazwyczaj dwa dni (bez suszenia!) Drobną odzież, zwłaszcza odzież wymagającą gorącej wody, prano w izbie w bali, używając do tego sody lub pokrojonego mydła. Mydło można było kupić w aptece lub zrobić samemu (domowym sposobem na mydło było gotowanie w całości zdechłego prosięcia do momentu, aż się całkowicie rozgotowało, potem trzeba było przecedzić, dodać sody i ponownie zagotować, gdy zgęstniało, mydło kroiło się w osełki).

pranie

Pranie kijanką,  Koło Gospodyń Wiejskich na pokazie dawnych prac domowych i polowych z okazji Dni Gołębia, Gołąb, lata 80. XX wieku, źródło zdjęcia tu

Pościel, obrusy, grubą odzież prano „u wody”, czy w jeziorze lub nad Wisłą, przedtem moczono ją przez godzinę w „ługu”, czyli zaparzanym popiele drzewnym. Po przywiezieniu do domu rzeczy, które należało wybielić, odkładano i namydlano, układano w odpowiedni sposób, przesypując solą lub miałkim popiołem. Potem należało namaczać w coraz cieplejszym ługu, na koniec we wrzącym i zostawiano na noc. Następnego dnia taką bieliznę porządnie płukano. Fartuchy, powłoczki (poszwy), spódnice, obrusy, koszule, chustki do nosa, ręczniki krochmalono krochmalem przygotowanym z mąki żytniej lub pszennej. Wypraną odzież i bieliznę prasowano.

Chcić było coś uprasować, to było żelazko na węgle, do którego wsypywało się węgli upalonych. Pamiętam, jednego razu bluzkę prasowałam, a tam było takie coś z tyłu, co się tam wsypywało węgle, jak wsadziłam w tę bluzkę żelazko, żeby prasować, tak sobie zahaczyłam i mi te węgle wypadły i bluzkę przepaliły.

Genowefa Zamojska, Żelazko, Relacja świadka historii, Biblioteka Multimedialna, Teatr NN.

Dojenie krów i gospodarowanie mlekiem

Mleko i przetwory mleczne od zawsze były cenionym pokarmem dla rodzin. Dojeniem krów i przechowywaniem mleka zajmowała się gospodyni. Zwierzęta nie zawsze były czysto utrzymane, a gospodynie rzadko myły wymiona krowie przed dojeniem. Wiadro na mleko stawiano wprost na gnoju, w którym stała krowa. Wystrzegano się picia surowego mleka:

Przez używanie surowego mleka wiele chorób z bydląt przenosi się na ludzi, jak na przykład suchoty płuc, na które krowy chorują tak samo jak człowiek.

Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s. 37. 

Ser robiono z mleka słodkiego i kwaśnego, serwatkę z mleka wypijano lub podawano zwierzętom.

Jeżeli ser długo leży, zalęgają się w nim białe, okrągłe robaki, które dla zdrowia nie są szkodliwe.

Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896, s. 38.

Mleko po wydojeniu przelać w dzieżki i za­miast nakrywać denkiem lub pokrywkami, które bardzo trudno tak szczelnie dopasować, żeby tam mucha lub robak nie przelazł, obwiązywać ściereczkami ze starego płótna lub perkalu. Co   parę dni ściereczki wyprać i wygotować, a będzie mleko czyściejsze, niż pod denkiem lub pokrywką, które umyć trudniej i więcej czasu to zajmuje.

Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 100.

Masło:

Śmietanę na masło zbierać należy czystą łyż­ką w duży garnek kamienny lub gliniany polewany, ale nieużywany do gotowania. Mało kto ma tyle mleka, żeby śmietanę na masło zebrał od razu, można zatem śmietanę przez parę dni dokładać. Potem nie wylewać z garnka, lecz wybrać, łyżką w maślniczkę, bo na dnie ustaje się zawsze trochę serwatki.
Po każdem zrobieniu masła trzeba maślniczkę wymyć, wyparzyć i postawić w suchem miejscu nie wkładając do niej krążka i zatyczki, lecz kładąc osobno, bo razem prędzej zatęchnąć może.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 101.

Poza tymi pracy, kobiety zajmowały się jeszcze hodowlą drobiu, uprawą warzyw i owoców, zbieraniem grzybów, jagód i ziół lekarskich. Ponadto gospodynie musiały się znać różne sposoby na tępienie robactwa domowego, wszawicę u drobiu oraz porady w innych, trudnych sytuacjach.

Wychowanie i pielęgnacja dzieci

Dziećmi zajmowały się przede wszystkim matki, temat ten został omówiony w tekście „Łatwiej o dzieciątko, niż o cielątko”, czyli jak wychowywano dzieci w Gołębiu w XIX wieku.

Inne cytaty z książek Antoszki na temat wartości pracy kobiety:

Starania około dziecka spadają (…) zwykle jedynie na matkę. Czy dziecko słabe czy zdrowe, czy ciche czy grymaśne, to ojca nie obchodzi. Czasem pobawi się z niem, jeżeli spokojne (…). Ona to nocami czuwać, kołysać i uspokajać je musi, bo mało który ojciec poczuwa się do podzielenia z nią tego przykrego obowiązku. Zwykle ojcowie tłumaczą się potrzebą wypoczynku po pracy, zupełnie jakby kobieta cały dzień przepróżnowała i w nocy nie potrzebowała się wyspać.

Antoszka, Przy kądzieli, pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913. s. 19.

Matka niesie dziecko, a wracając dźwiga prócz tego zajdę chwastu na plecach, podczas gdy gospodarz idzie obok lub o parę kroków na przód luzem, albo z grabkami na ramieniu, bo chłopu nie wypada nosić dziecko, albo zielska, gdyż to jest babska robota!

Antoszka, Przy kądzieli, pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913. s. 19.

Najlepiej ocenić się daje praca gospodyni, gdy jej zabraknie, czy to w czasie dłuższej choroby, czy na wypadek śmierci. Wtedy na każdym kroku uczuwa się jej brak; nie ma komu ugotować, umyć, obszyć i dojrzeć dzieci, przygotować strawy dla krów, trzody i drobiu, wydoić krowy, opleć ogrodu, zwiać zboża, obrobić lnu i utkać płótna. I biedy wdowiec poradzić sobie nie może inaczej, jak ożenkiem, aby sprowadzić kobietę, która ład we wszystkim zaprowadzi.

Antoszka, Przy kądzieli, pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913. s. 98.

Bibliografia:

  1. Antoszka, Higiena ludowa, Warszawa 1896.
  2. Antoszka, Przy kądzieli, pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913.
  3. Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896.
  4. Genowefa Zamojska, Żelazko, Relacja świadka historii, Biblioteka Multimedialna, Teatr NN, http://teatrnn.pl/historiamowiona/swiadek/Zamojska%2C_Genowefa_(1931-_), [dostęp: 29.01.2018].

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *