„Łatwiej o dzieciątko, niż o cielątko”, czyli jak wychowywano dzieci w Gołębiu w XIX wieku?

kosciol-w-golebiu-1852

Kościół w Gołębiu, litografia z „Album Lubelskie” Adama Lerue, 1852.

Książkę tę tedy poświęcam wszystkim gosposiom początkującym, a szczególniej kochanym moim Gołębiankom, z lubelskiego.

To słowa Antoszki, nauczycielki pracującej w Gołębiu od 1876 roku. Antoszka kilka lat po zakończeniu pracy w Gołębiu opublikowała poradnik pt: Upominek dla Matek i Gospodyń. Książka została napisana na postawie obserwacji wiejskiego życia, zwłaszcza dobrze jej znanego z Gołębia. Autorka wyjaśnia w nim, dlaczego małe dzieci tak często umierały i co trzeba robić, aby temu zapobiec. Zapomniana książka Antoszki opowiada o kobietach z Gołębia! Obraz życia rodzinnego gołębiaków z końca XIX wieku, życia prostego, prawdziwego do bólu, pełnego biedy i wiary w zabobony.

Upominek ukazał się w 1896 roku w Warszawie i doczekał się kolejnych wydań w 1904 i 1913 roku. W 1915 roku Antoszka opublikowała Upominek dla Gospodyń jako trzecie, poprawione i poszerzone wydanie Upominku dla Matek i Gospodyń.

O pielęgnowaniu niemowląt

Każdy, kto przeglądał księgi metrykalne z Gołębia wie, jak wiele jest w nich wpisów zgonów bardzo małych dzieci, które odeszły przeżywszy miesięcy cztery, przeżywszy pół roku, przeżywszy jedną trzecią roku… Kobiety gołębskie rodziły wiele dzieci, ale połowa z nich umierała:

Każda kobieta wiejska rodzi od 8 do 10 dzieci, z których połowa umiera, a zaledwie druga połowa się wychowuje.

Dziś dużą śmiertelność wśród niemowląt tłumaczymy brakiem lekarstw, zwłaszcza antybiotyków, brakiem szczepionek, ubogim żywieniem i biedą. Antoszka bardzo dobrze wiedziała, jak żyją mieszkańcy Gołębia, odwiedzała ich w domach, służyła radą i pomocą. Dlatego bardzo odważnie powiedziała o braku wiedzy na temat pielęgnacji i wychowania dzieci na wsi. Uważała, że winę za śmierć pociech w dużej mierze ponoszą same matki, które nie potrafią zajmować się noworodkami i niemowlakami. Antoszka na początku poradnika napisała:

Nie sztuka jest dziecko urodzić, bo tego i zwierzę dokaże, ale sztuka je wychować: sztuka ta sama nie przychodzi, trzeba się jej nauczyć.

Zdaniem Antoszki, najważniejsze dla niemowlaka są: światło, powietrze, pożywienie, ciepło, higiena. Gołębiacy w XIX wieku mieszkali w drewnianych jednoizbowych chałupkach z małymi oknami. Zimą z powodu mrozów, zatykali jedyne okno papierami lub nawet deskami, w izbach było bardzo ciemno i duszno. W jednej izbie spało kilka lub kilkanaście osób, rano był w niej zaduch, trudno było oddychać dorosłym, a co dopiero niemowlakom. Dzieci gołębskie cierpiały z powodu niejednostajnego ciepła, albo były przegrzewane, otulane pierzynami albo były ubrane jedynie w koszulkę i drżały z zimna. Matki często wyciągały niemowlaki z ciepłego łóżka i zanosiły wprost do zimnej sieni, takie skoki temperatury również negatywnie wpływały na zdrowie najmłodszych.

Kolejnym problemem było pożywienie:

(…) gdy matka udaje się na robotę, zostawia dziecku coś do pokarmienia. Najczęściej jest to bułka, ugotowana w mleku i zawinięta w gałganek, który niemowlęciu w buzię wtykają, ile razy krzyczy podczas nieobecności matki. Czasem robią taki smoczek wprost z razowego chleba, albo maleńkim dzieciom — z cukru, umoczonego w wodzie. Smoczek taki ucisza na razie dziecię, ale zamiast zaspokoić głód jego, sprawia mu tylko boleści w żołądku.

Dawniej wszystkie kobiety karmiły piersią. Niestety zbyt wcześnie, czyli przed ukończeniem 6. miesiąca życia niemowlaka, matki podawały dziecku pokarmy, do trawienia których maluszek nie był przygotowany. Poza tym jedzenie zawinięte w taki naturalny smoczek-gałganek nie zawsze było świeże, latem bułka namoczona w mleku szybko kwaśniała i tak była podawana dziecku, dlatego niemowlęta często cierpiały na biegunki. Poza tym kilkumiesięcznym dzieciom dawano surowe warzywa do zabawy, najczęściej rzepę i marchewkę. Zdecydowanie za wcześnie wprowadzano podawanie mięsa, zwłaszcza wędzonej kiełbasy, której małe dzieci nie potrafią jeszcze strawić.

Źle i nieodpowiednio karmione dzieci, to jest te, którym za wcześnie dają bułkę, kaszę, mięso, mogą być nawet tłuste, (co nie jest jeszcze dowodem, żeby były zdrowe), ale wyglądają źle, są blade, jedzą bardzo wiele, dostają dużych, wydętych brzuchów, czasami zaś i krzywych nóżek. Takie dzieci łatwo zapadają na różne choroby, trudniej do zdrowia przychodzą, a często kończą na suchoty.

Gołębianki kupowały cukier i białe bułki w karczmie, zapominając o krowim mleku, którego miały pod dostatkiem i które było uznane za najlepszy zamiennik kobiecego mleka. Kobiety nie miały w zwyczaju podawania niemowlętom rozcieńczonego krowiego mleka przez butelkę ze smoczkiem (gumowy smoczek już wtedy można było kupić w aptece). Ostatnim punktem zapewniającym zdrowie dziecka jest czystość. Antoszka radziła:

Woda do kąpieli powinna być czysta, nigdy zaś nie należy kłaść w kąpiel brudnych pieluch, jak powszechnie mają we zwyczaju. Na dno niecki trzeba kłaść zawsze czyste pieluchy!

Gołębianki stosowały mąkę gryczaną spod chleba jako zasypkę dla niemowląt, która nie powinna być używana do zabezpieczenia przed odparzeniami, nie kupowały zasypki dostępnej w aptece. Popularne było też długie kąpanie niemowlaków w niecce:

Cała kąpiel nie powinna trwać dłużej nad pięć pacierzy, to jest: pięć razy Ojcze nasz, pięć Zdrowaś Marja i jedno Wierzę w Boga,—nie tak, jak to robią zwykle wiejskie kobiety, że nalewają wody w nieckę i moczą w niej dziecko pół godziny lub więcej, polewając od czasu do czasu wodą z półkwaterka.

Powszechna była wiara w rzucanie uroków na dziecko i odczynianie uroku:

Wreszcie, jeżeli dziecko zachoruje,— a choroba dzieci małych objawia się niepokojem, krzykiem, rozpaleniem główki, gorączką,— nie należy składać tego na urok, przelęknienie; nie potrzeba odczyniać uroku, przesadzając dziecko przez studnię, homonto, lub kłaść spódnicę na drogę, aby ją obeszły owce, bo to wszystko są głupie babskie przesądy, które dziecku nic nie pomogą.

golebianki

Gołębianki z litografii Adama Lerue, „Album Lubelskie” 1852. 

Antoszka uważała, że śmiertelność niemowląt w Gołębiu to w dużej mierze wina samych matek, które nie potrafią dbać o dzieci:

I tu pomyśleć sobie, że do śmierci dziecka ukochanego, pieszczotki jedynej, przyczynia się matka sama przez swoją ciemnotę! (…)

Dlaczegóż matki mają opłakiwać śmierć swych dziatek, kiedy przy rozumnem pielęgnowaniu cieszyć się mogą ich życiem i doczekać się z nich pociechy na starość?

Najczęściej popełniane błędy przy pielęgnacji, które prowadziły do uszczerbku na zdrowi i nawet śmierci niemowląt w XIX-wiecznym Gołębiu:

  • nadmierne otulanie, dziecko dusiło się pod pierzynami,
  • zbyt wczesne rozszerzanie diety:

Żołądek maleństwa, któremu dają za wcześnie mięso, a zwłaszcza wieprzowe, (bo u nas na wsiach o nie najłatwiej), osłabia się nadmierną pracą powoli, ale ciągle. Sama znałam dzieci, które od tego poumierały.

  •  odparzenia:

W odparzonych miejscach zbiera się z czasem materja, tworzą się wrzody, co dziecko nadzwyczajnie męczy i osłabia. Zdarzyło mi się widzieć nieszczęśliwą dziecinę, która miała takie wrzody pod obydwiema paszkami; inną, mającą w pachwinkach jedną wielką jątrzącą się ranę, i ta stoczyła dziecko na śmierć; jeszcze inne miało całą szyjkę obżartą aż do żywego mięsa. A ile to biedactw ma za uszami powygniwane?

  • przegrzewanie dzieci, co prowadziło do częstszych przeziębień,
  • karmione łyżką podaną wprost z ust dorosłego, przez co dzieci częściej zapadały na choroby dorosłych,
  • zostawianie niemowląt pod opieką starszego rodzeństwa, co narażało je na niebezpieczeństwo.

Zazwyczaj umierało pierwsze dziecko, ponieważ młoda matka nie umiała się nim właściwie zająć.

Kalekie dzieci

Antoszka upomina gołębianki, że bardziej dbają o gospodarstwo, niż zajmują się dziećmi. Kobiety częściej ze sobą rozmawiały o gęsiach, o tym, jak o nie dbać, co im podawać do jedzenia i kiedy, niż o dzieciach. Kilkulatki były uważane za istoty nic nierozumiejące i rodzice nie zważali na to, co robią i gdzie przebywają. Właśnie ten brak zainteresowania, niepilnowanie przyczyniało się do śmierci dziecka lub trwałego kalectwa:

To jeszcze szczęście dla dzieciny, jak ją śmierć spotka od razu; ale wiemy, że prawie wszystkie kaleki, spotykane po wsiach, popadły w to kalectwo przez niedozór w dzieciństwie. To ma suchą rękę, bo posadzone na kominie opaliło ją sobie; tamto kuleje, bo wsadziło między żerdzie płotu nogę i wyciągając wykręciło ją ze stawu; jeszcze inne garbate, bo spadło z drabinki, leząc na górę.

Antoszka opowiadała także o przyszłości kalekiego dziecka. Dopóki żyli rodzice, takie dziecko miało utrzymanie, ale często słyszało od rodzeństwa, że trzeba pracować na „darmozjada”. Po śmierci rodziców, jeśli nikt z rodzeństwa nie chciał opiekować się kalekim bratem lub siostrą, wyrzucali go lub ją z domostwa i kaleka stawał się żebrakiem:

Ciężkie życie takiego biedaka! Ile to razy z rozpaczy przeklina on świat i ludzi, a sobie śmierci życzy. A kto temu winien? — niedozór i niedbalstwo rodziców.

„Dziecko zachorowało na śmierć”

W Gołębiu starsze dzieci opiekowały się młodszymi, nawet niemowlakami. Takie kilkuletnie niańki zaniedbywały zmieniania brudnych pieluch, pozwalały leżeć niemowlakom w słońcu lub na na mokrej ziemi. Jeśli dziecko było zdrowe, mało się o niego dbało, jeśli zachorowało, matka rzucała najpilniejszą pracę, wołała sąsiadki

które domyślają się, że albo dziecko zły wiatr zawiał, albo pewnikiem ktoś musiał urok rzucić… I dawajże przelewać nad kołyską jajka, puszczać żarzące węgielki na wodę, przesadzać dziecko przez studnię. A kiedy to wszystko nie pomaga, to któraś z kumoszek powiada: — ha, widocznie ono zachorowało na śmierć! Każą więc robić trumienkę, idą do miasta nabrać na koszulkę, a nim dziecko ducha wyzionie, już i koszula i trumna gotowe.

Rodzice nie widzieli swojej winy w tym, że zostawiają niemowlaka pod opieką starszego dziecka, które o siebie nawet zadbać nie potrafiło. Matka i ojciec bardziej pielęgnowali zwierzęta gospodarskie niż własne dzieci:

(…) bardzo wielu z naszych włościan więcej dba o bydlę, niż o rodzone dziecko. Stąd też powstało na wsiach przysłowie: łatwiej o dzieciątko, niż o cielątko!

Nie wiemy, czy kobiety z Gołębia czytały tę książkę, ale faktem jest, że na początku XX wieku zmniejszyła się śmiertelność niemowląt, wzrosło poczucie odpowiedzialności za dzieci i świadomość pielęgnacji i wychowania, podkreślała to również sama Antoszka w przedmowach do kolejnych wydań.

***

Wszystkie cytaty pochodzą z poradnika Upominek dla matek i gospodyń, Antoszka, Warszawa 1896.

***

antoszka-duza

Antonina z domu Pelda Smiszkowa (Smišková) pseud. Antoszka (1858–1934), byłą pisarką polsko-czeską, tłumaczką, nauczycielką. Urodziła się w 1858 roku w Warszawie w rodzinie czeskiej, mieszkającej na ziemiach polskich od 1845 roku. Jej ojciec posiadał wyższe wykształcenie i był ogrodnikiem ogrodów wilanowskich. Antonina Pelda ukończyła gimnazjum w 1874 roku i zdobyła patent nauczycielski wyższego stopnia, który upoważniał ją do nauczania w szkołach średnich, początkowo uczyła na prywatnych kompletach. Później objęła szkołę ludową w Puławach, pracowała tam około dwóch lat, z powodu donosów, iż uczy po polsku, została przeniesiona do pobliskiego Gołębia. Tu jej praca wykraczała daleko poza rolę nauczycielki z wiejskiej szkoły, wygłaszała pogadanki dla ludu z zakresu higieny oraz prowadzenia gospodarstwa. W 1879 roku założyła w Gołębiu Koło Gospodyń Wiejskich. Po kilku latach opuściła Gołąb, przebyła kurację zdrowotną w Nałęczowie i powróciła do Warszawy. Tam razem z Kasyldą Kulikowską, Faustyną Morzycką i Różą Brzezińską założyła S. tajne Kobiece Koło Oświaty Ludowej, zadaniem koła między innymi było dostarczenie odpowiednich książek-poradników do ludu wiejskiego. Współpracowała z „Gazetą Świąteczną”, później z „Bluszczem” i z „Zorzą”, często pisała o wychowaniu dzieci. Jej wspomnienie z pracy w Gołębiu ukazało w 1936 roku w „Niepodległości”. Zajmowała się tłumaczeniami z języka czeskiego. W latach po I wojnie światowej otrzymywała dożywotnią rentę za zasłużonych, była także honorowym członkiem Towarzystwa Polsko-Czechosłowackiego. Zmarła w 1934 roku, została pochowana na Powązkach w Warszawie. Prywatnie była żoną i matką, miała córkę (imię nieznane).

Biogram na podstawie Internetowego Polskiego Słownika Bibliograficznego.


Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *