Mak na Dzień Ojca

Słońce w płatkach gołębskiego maku i gołębska pszczoła, fot. Daniel Gowin.

Wystarczy jeden niepozorny w trawie przy drodze, wystarczy niewielka kępka wśród białego rumianu, wystarczy kilka w zbożu, żeby nadać wyraz, ożywić i zachwycić oko przechodnia. Tylko przechodnia, bo oko gospodarza, troskliwego ojca wie, że polny mak jest chwastem, plon zebrany z makiem da żółtą mąkę i ta mąka szybciej się popsuje. Mak nigdy nie cieszył rolnika, kwiat ten stał się nawet symbolem krwi przelanej za ojczyznę, krwi mężów, ojców i synów, która splamiła ziemię, jak płatki maków plamią letnią łąkę.

Jednak tam, gdzie myśl mężczyzny o maku wydaje się być przesądzona i niepodważalna, cicho pojawia się myśl kobieca.

Dawne gospodynie znają się dobrze na medycynie ludowej. Zbierają mak w samo południe, słoneczne i upalne, ostrożnie wkładają do wiklinowych koszyczków, płatki nie mogą się zgnieść, napar z nich działa uspokajająco, pomaga na problemy z trawieniem, łagodzi stany zapalne dziąseł i gardła, służy do przemywania oczu. Dawno temu napar z płatków maku nie był nacechowany jak dziś, kobiety podawały go małym dzieciom na wyciszenie. Matki zawijały w lnianym gałganku cukier lub ziarenka maku i taki smoczek podawały do ssania niemowlętom i mogły spokojnie wrócić do swoich obowiązków.

Święta pszczoła w maku, fot. Daniel Gowin.

Polny mak wygląda na blady, zgaszony, a w pochmurny dzień nawet smutny. Jednak poddaje się promieniom słońca, przyjmuje je i ożywiony nimi płonie czerwienią. Delikatny płatek maku kołysze się na wietrze, podmuch ciepłego letniego powietrza wpada do środka rozkwitniętego kwiatu, płatki rozchylają się jeszcze szerzej i można wtedy zobaczyć czarny środek, do którego lgnie pszczoła. Jej skrzydła przecinają powietrze, słychać znajome brzęczenie. Święta pszczoła, o którą dbał niejeden ojciec, czuwający nad swoją pasieką. Mała, ale bardzo cenna, dająca miód. Pradziadowie zabójstwo pszczoły uznawali za wielki grzech, ponieważ pszczoła dawała wosk na światło do kościoła.

Mak na Dzień Ojca, mak polny porasta zapomniane groby ojców, którzy oddali życie za ojczyznę, oddali życie dla rodziny, codziennie spalając się dla bliskich, aby nie zabrakło tego, co najważniejsze, mak to troska o plon, o życie. Ojcowska spracowana, szorstka, twarda dłoń, czyniąca znak krzyża na chlebie. Mak to wyciszenie nerwów po burzy.

Rozkwitnięty mak ożywiony słońcem, fot. Daniel Gowin.

Ojciec, w tym słowie kryje się tyle pamięci i niepamięci, pragnienia, by każdy kąt domu zadrżał znów ciepłym i niskim ojcowskim głosem, by zagościła obecność bez zmęczenia, a powietrze wypełniło się zapachem tej fajki i tym znajomym zapachem skóry, tak drogim chrząknięciem, kaszlnięciem, śmiechem, kochanymi krokami czy szuraniem kapci, by popłynęła zwyczajna opowieść, co w pracy czy na podwórku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *