Zielone Świątki

Poranny, świeży, mokry przyniesiony prosto ze strugi, jeziora, mokradła, gdzie bose stopy zanurzyły się całe w zimnej wodzie i grząskim dnie. Narwany, ile tylko ktoś mógł objąć rękami, biegiem niesiony do domu, gubiony, rozrzucony i pozostawiony gdzieniegdzie na drodze. Zielony, ociekający kroplami wody, pachnący. Musi być go dużo. Dziś tak potrzebny. Bez tataraku nie ma Zielonych Świątek, zrywany o świcie, w tym dniu ma swoje ważne miejsce, trzeba nim wyścielać klepisko w chałupie i w sieni.

Tatarak pachnący błotem i przeplatany pałkami wodnymi, fot. Paweł Ciechanowicz, czerwiec 2019.

Tatarak pachnie znajomo, swojsko, to woń wody tej stojącej, znajdującej się w cieniu drzew lub tej płynącej, ale będącej najbliżej mułowatego brzegu, w którym zatapiały się bose stopy. Tatarak pachnie też błotem i łuskami ryb, zwłaszcza ten znajdujący się w starorzeczach wiślanych. Intensywny, świeży zapach tataraku przepędza wszystkie pająki z izby.

Tatarak pachnący wodą, fot. Paweł Ciechanowicz, czerwiec 2019.

Lepiech, jego drugie imię, a na wsi pierwsze, był nie tylko w domu, ale również na podwórku. Odświętnie zamiecione całe podwórza tonęły w jego zieleni poprzeplatanej żółtym piachem. Gospodarz przed domem ustawiał brzózkę. Maiły się wszystkie domy przy drodze, maiło się w kościele. Kobiety roznosiły zielone gałązki wierzbiny, lipy i klonu wszędzie, wtykały je za obrazy, w okna i drzwi chałup, stodół, obór.  Zanosiły je na pola, tam gdzie rósł len, konopie i warzywa. To magiczny zwyczaj chroniący przyszły plon.

Gałązkami strojono nawet bydło, pastuszkowie zaplatali maidło, wianki z zielonych gałązek krowom, które wypuszczano na pastwisko. Maidło chroniło przed urokami, czarownicami i wszelkimi złymi mocami. Wieczorem pastuszkowie wracali z krowami do wsi. Gospodarz wypłacał im pieniądze, a gospodyni częstowała prostym pierogiem. Wierzono, że krowa, która będzie na pastwisku pierwsza, będzie dawała mleko przez cały rok. We wsi od rana słychać było ryk pędzonego była w stronę pastwiska. Okolicę wypełniał dźwięk rwanych, łamanych gałązek, szelest młodych liści, klaskanie stopami w wodzie, tupot dziecięcych stóp, które tego dnia miały swoją wielką radość.

Rudki, Gołąb, maj 2019.

Gospodynie, po przyozdobieniu chałup, szykowały dary dla księdza i służby kościelnej, dary jako wynagrodzenie tej duchowej posługi. Po nabożeństwie składano ofiary w postaci tego, co kto miał, pierogów, kaszy, chleba, sera, masła, jaj, kiełbasy. Zielone Świątki to wciąż czas ubogiego przednówku, ofiary były skromne.

Las w okolicy jeziora Nury, Gołąb, maj 2019.

Dziewczęta wiły wianki z polnych kwiatów, którymi przystrajały kapliczki i krzyże przydrożne. Tego dnia spraszano gości, w ciepłe bezwietrzne wieczory świętowano na dworze, przy rechocie żab z pobliskich stawów i rowów, przy woni kwiatów, traw, tataraku i przy jasnym księżycu zawieszonym na gwieździstym niebie.

Niebieskie chabry w zbożu, Gołąb, maj 2019.

W Zielone Świątki cała wieś była przystrojona. Czasem Zielone Świątki wypadają w czerwcu, ale to święto majowej zieleni, tej żywej, soczystej, pierwszej, niespalonej słońcem, wilgotnej i młodej. Pełni wiosny!

Bocian, Borowina, czerwiec 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *