Jak rodziły nasze prababcie?

chór kościelny z 1902 gołąb

Chór kościelny, Gołąb 1902, źródło zdjęcia: zbiory Muzeum Lubelskiego w Lublinie. 

Mojej Mamie, położnej

W każdej gołębskiej rodzinie przechowywane są wspomnienia związane z porodami. Kobiety z Gołębia jeszcze w latach 50. XX wieku rodziły w domach, zdane na pomoc „babki” i sąsiadek.

W XIX wieku w Gołębiu istniał „szpital” pełniący funkcję przytułku dla samotnych ludzi, nie miał nic wspólnego ze szpitalem w dzisiejszym znaczeniu. Chorzy na choroby zakaźne przebywali cały czas w domu, podobnie położnice. Choroba czy poród były uważane za coś naturalnego. Śmierć przeplatała się z życiem w każdym domostwie. W typowej rodzinie przychodziło na świat po kilkoro dzieci.

Wiejskie zaś kobiety (…) rodzą przecięciowo po 8-ro dzieci, z których jednak zaledwie połowa się wychowuje. A ile samych matek marnie ginie przy porodach, to aż strach pomyśleć.

Antoszka, Przy kądzieli: pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913, s. 23.

Wiejskie kobiety rodzące w XIX wieku za nic nie zgodziłby się na poród poza domem. Dlaczego?

Poród bez lekarza

Pod koniec XIX wieku bardzo żywe były stare przesądy i wierzenia związane z porodem. Do porodu nie wzywano lekarza, nie tylko z powodu biedy, ale również dlatego, że w narodzinach dzieci nie uczestniczyli mężczyźni. Poza tym lekarz był osobą ze stanu wyższego, nielubianego przez włościan. Istniał jeszcze jeden powód niechęci do lekarzy: kobiety po prostu wstydziły się go, wiejska „babka” była kimś znanym, swoim. W społeczeństwie wiejskim miała jeszcze jedną, znaczącą przewagę nad lekarzem. Poród był traktowany jako coś magicznego, istniejącego na granicy świata rzeczywistego i duchowego, „babka” znała obrzędy, które miały ochronić rodzącą przed złem.

Poród w domu

Dawniej ciąża nie była traktowana jako stan odmienny kobiety, gospodyni w ciąży czy nie, miała te same obowiązki, w których nikt inny nie mógł jej wyręczyć. Dopiero, gdy kobieta zaczynała rodzić, mówiło się, że „zachorowała”. Poród był sprawą damską, mężczyźni nie uczestniczyli w narodzinach dziecka. Do pomocy przychodziły najbliższe sąsiadki, matka i teściowa rodzącej, każda sąsiadka przynosiła coś ze sobą, np. miarkę zboża, mąkę, jaja, masło, ser i inne dary dla położnicy i jej rodziny. Obecność kobiet, które już rodziły, zwiększała poczucie bezpieczeństwa przyszłej matki. Posyłano po „babkę”, czyli starszą kobietę, która nie posiadała żadnego wykształcenia, ale przez wiele lat odbierała porody i uważano, że się na tym zna najlepiej. „Babka” nie bała się krwi, chorób zakaźnych, czuwała przy chorych i przygotowywała ciała zmarłych do pogrzebu. Często „babka” przychodziła do rodzącej prosto od:

obrządku około bydła, od pielenia, mycia trupa nawet, nie umywszy rąk z racyi, że znowu je sobie pobrudzi, przystępuje do chorej.

Antoszka, Przy kądzieli: pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913, s. 25. 

Uważano, że najlepszym miejscem do narodzin dziecka jest właśnie dom. To bezpieczna, znana przestrzeń, chroniąca przed złymi mocami. Dziś wiemy, że okołoporodowe praktyki wiejskich akuszerek narażały matkę i dziecko na śmierć, jednak w XIX wieku kobiety ufały „babkom”. Wierzono, że poród stawia rodzącą na granicy świata żywych i umarłych, a „babka” nie tylko pomaga przy narodzinach dziecka, ale przede wszystkim wie, jak ochronić przed złymi duchami.

Zwyczaje związane z porodem

Każda „babka” miała swoje sposoby na to, aby „pomóc” rodzącej, np:

  • oprowadzanie rodzącej po izbie, z nakazem tupania piętami po progu,
  • oprowadzanie wokół stołu,
  • podawanie do picia wódki z cynamonem i korzeniami – na złagodzenie bólu porodowego,
  • okładanie brzucha śledziami – na przyśpieszenie porodu,
  • wygniatanie brzucha rodzącej pięściami – co mogło przyczynić się do pęknięcia macicy i śmierci matki i dziecka,
  • natłuszczanie okolic intymnych rodzącej – dla ułatwienia przejścia główki dziecka,
  • otwieranie drewnianych skrzyń, kufrów, beczek – na przyśpieszenie porodu i zwiększenia poczucia bezpieczeństwa rodzącej.

Jeśli dziecko szczęśliwie się urodziło, „babka” przecinała pępowinę (często w nieodpowiednim miejscu) nożycami owczarskimi lub nożem używanym do krojenia chleba – oba narzędzia nie były przedtem umyte, co skutkowało zakażeniem dziecka i narażeniem na śmierć.

Urodzenie dziecka nie było uważane za najtrudniejszą część porodu. Dopiero urodzenie łożyska decydowało o życiu kobiety. Jeśli poród nie postępował, „babka” wyciągała łożysko własnymi rękami, co powodowało gorączkę połogową, w następstwie której umierały matki.

Przy porodach bardzo często zdarzały się krwotoki, których w tamtych czasach nie potrafiono zatamować. Aby rodząca nie miała krwotoku, „babka” zalecała jej wypicie z wódką zeskrobanego brudu ze złotej monety lub rogu stołu.

Wiejskie kobiety rodziły tylko naturalnie i bez pomocy lekarza, dlatego niewłaściwe ułożenie płodu, łożysko przodujące lub inne komplikacje często prowadziły do śmierci położnicy i jej dziecka. Najtrudniejszy był pierwszy poród (trwający zazwyczaj wiele godzin). W XIX wieku „babki” były analfabetkami, odbierając poród kierowały się tylko tradycyjnymi sposobami, akceptowanymi przez społeczność wiejską. Nie odczuwały potrzeby rozszerzania swojej wiedzy na temat położnictwa ani higieny. Lekarze krytykowali „babki” za stosowane metody i obwiniali za śmierć kobiet przy porodzie.

Zwyczaje po porodzie

Po porodzie „babka” podawała matce

wódkę grzaną z miodem i z masłem, tak zwanym krupnikiem i karmi kiełbasą z jajecznicą, ale porządku koło chorej nie robi.

Antoszka, Przy kądzieli: pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913, s. 26.

Ten posiłek miał szybko wzmocnić położnicę. „Babka” zazwyczaj nie zajmowała się sprzątaniem w łóżku swojej podopiecznej, kobieta leżała tak, jak urodziła, w brudnej pościeli, na brudnej słomie, dopóki sama nie wstała z łóżka.

Istniał zwyczaj zakopywania łożyska pod progiem mieszkania lub pod łóżkiem położnicy. Łożysko zawijano w czystą lnianą ściereczkę i zakopywano pod wejściowym progiem domu, wierzono, że to przyniesie szczęście i zdrowie wszystkim domownikom. Próg traktowano jak granicę między dwoma światami, wewnętrznym, bezpiecznym domem a zewnętrznym, nieznanym światem, próg to również miejsce przebywania duchów przodków.

Progi domowe są z pewną czcią szanowane powszechnie. Godny gospodarz zwykł mówić: „Każdy uczciwy człowiek progi moje przestąpić może”.

O. Kolberg, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Seria XVI. Lubelskie, cz. 2, s. 125. 

Pod progiem zakopywano dzieci umarłe wskutek poronienia lub przedwczesnego porodu:

Poronienia (poronione dzieci) zakopują pod progi (…) a zapytana o przyczynę kobieta powiedziała: „Co nasze, to nasze”. Ale jak to tłumaczyć, dowiedzieć się od nich nie można.

O. Kolberg, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Lubelskie, cz. 2, s. 125. 

„Babka” pierwsza kąpała noworodka, na dno niecki wrzucano złote monety, aby dziecko miało bogate życie, do kąpieli dodawano suszone wianki z Bożego Ciała, miały strzec przed chorobami, czasem dolewano mleka, alby dziecko miało ładną cerę. To „babka” zdradzała płeć dziecka, zawijała w powijaki (które miały wzmocnić kręgosłup i skrępować rączki, aby dziecko nie wyrwało sobie włosów lub uszu) i podawała ojcu. Rodzina cieszyła się z każdego nowego domownika, wszystkie dzieci przyjmowano z wielką radością. Wierzono, że rodzina jest tym bogatsza, im ma więcej własnych robotników. Ojciec tuż po narodzinach potomka, nie zważając zbytnio na stan zdrowia matki i dziecka, zapraszał sąsiadów i krewnych na biesiadę. Goście chętnie przychodzili z gratulacjami dla rodziców, dobrym słowem i poradą dla matki, zabierając ze sobą odrobinę cukru, żeby „dziecko miało słodkie życie” lub kromkę chleba, aby żyło mu się dostatnie. Ta domowa uroczystość wiązała się z przyjęciem noworodka do wiejskiej gromady. Echa tego zwyczaju obecne są w dzisiejszym „pępkowym”.

Jeśli połóg przebiegał bez gorączki, matka szybko wracała do gospodarskich obowiązków, co często było bardzo szkodliwe dla jej zdrowia (np. mogło narazić na wystąpienie krwotoku).

Chrzest dziecka

Jeśli noworodek był umierający, „babka” chrzciła go wodą. Chrzest zdrowych dzieci obywał się zaledwie kilka dni po narodzinach. Rodzicami chrzestnymi („kumami”) zostawali zamożniejsi krewni, sąsiedzi lub osoby pełniące we wsi ważniejsze funkcje. Osoba poproszona o zostaniem rodzicem chrzestnym wyrażała swoją zgodę, wierzono, że „dziecku nie można odmówić”. Istniało przekonanie, że dziecko upodabnia się do chrzestnych. Chrzestni przyjmowali na siebie obowiązek utrzymania i wychowania dziecka po śmierci rodziców.

Dziecko do chrztu ubierała „babka”. Między pieluszki wkładała złote monety od chrzestnych. Udając się do kościoła, ojciec mawiał: „Wieziemy poganina, przywieziemy chrześcijanina”.

Opracowała Małgorzata Daniłko

Bibliografia:

  1. Aneta Bołdyrew, Joanna Sosnowska, Opieka nad kobietami w czasie ciąży, porodu i połogu w ubogich środowiskach wiejskich i miejskich w Królestwie Polskim w XIX i na początku XX wieku. Od tradycyjnych form pomocy do wsparcia, instytucjonalnegohttp://dspace.uni.lodz.pl:8080/xmlui/bitstream/handle/11089/19874/Opieka%20nad%20kobietami%20w%20czasie%20ciąży…%20w%20Królestwie%20Polskim%20w%20XIX-XX%20w..pdf?sequence=1&isAllowed=y, [dostęp: 23.01.2017].
  2. Antoszka [A. Smiskova], Przy kądzieli: pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Warszawa 1913.
  3. Izabela Frankowska, Obrzędy rodzinne – Naturalne talizmany: łożysko i pępowina, Leksykon Lublin, http://teatrnn.pl/leksykon/node/513/obrzędy_rodzinne_naturalne_talizmany_łożysko_i_pępowina, [dostęp: 23.01.2017].
  4. Piotr Lasota, Etnografia Lubelszczyzny – ciąża, narodziny i chrzest, Leksykon Lublin  http://teatrnn.pl/leksykon/node/505/etnografia_lubelszczyzny_ciąża_narodziny_i_chrzest, [dostęp: 23.01.2017]

7 Comments

Add Yours
    • 2
      Gołąb nad Wisłą

      Dobry wieczór. Niestety nie znam żadnej z osób na zdjęciu, mężczyzna w środku w czarnym płaszczu i białej koszuli to prawdopodobnie ks. Karol Dębiński, ale nie mam 100% pewności (informacja na podstawie opisu zdjęcia z Muzeum Lubelskiego „CHÓR KOŚCIELNY, ks. Karol Dębiński, Gołąb pow. Puławy, 1902 r.”). Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *