Dawny Gołąb to przestrzeń rozległych pól, pięknych ogrodów, pastwisk oraz gęstych łąk, miejscami bagiennych. W II połowie XIX wieku ziemia w Gołębiu była bardzo droga, tak o tym pisano w prasie:
„Zaraz na wstępnie od Gołębia uderza nadzwyczaj bujna roślinność, świadcząca o niezwykłej urodzajności gruntu (…). Grunt niski, ujęty między koryta dwóch rzek, a więc snadź często nawadniany, zyskał tak niesłychaną płodność, że istotnie stał się źródłem bogactwa niepraktykowanego w całym naszym kraju, czego dowodem cena ziemi w tamtecznej okolicy. Jednakoż sprzedaje się tam ona po 300 rubli za morg, czyli w stosunku dziewięciu tysięcy za włókę [30 morgów]! Piszemy wyraźnie tę cyfrę, ażeby ktoś nie sądził, że jest to pomyłka drukarska, skoro w gospodarstwach postępowych i wzorowo urządzonych trzy tysiące rubli za włókę, licząc w to inwentarz i budynki, jest już ceną wysoką i rzadko praktykowaną. Dobrze się też mają włościanie gołąbscy i dobrze daru Bożego używają. Życie ich jest pracowite i moralne, jak słyszeliśmy od kilku świadków, na których sądzie polegać możemy. Chaty porządniejsze niż gdziekolwiek, a przed chatami względna panuje czystość”.
K. Kaszewski, Z nad Wieprza i Wisły, w: „Tygodnik Powszechny” 1878, nr 40, s. 627.
Życie dawnych mieszkańców Gołębia było ściśle związane z naturą i rytmem wyznaczanym przez pory roku i porządek prac polowych. Kwiecień to czas zasiewów wiosennych:
„Pole się ożywiło i praca wre wszędzie. Tutaj rolę orzą dopiero, ale opodal widzimy brony, spulchniające dawniej zaoraną i przygotowujące ją pod prędki zasiew, zresztą i siewy są już zaczęte, bo nieco dalej chodzi po roli kilku siewaczy, którzy rzucają w nią ziarno. Rolnik będzie mógł pomyśleć o odpoczynku i nabraniu sił do letnich prac dopiero wtedy, gdy rolę obsieje zupełnie, jak to głosi przysłowie: „Kto skończy siew, może spać do żniw”. Przedtem jednak obsiać się musi koniecznie, gdyż „co człowiek zasieje, to żąć będzie”, a „kto nie sieje, ten nie zbiera”. A siewu byle jak robić nie można, lecz z całą starannością i uwagą i umiejętnością: „jak kto sieje, tak mu też wschodzi”.
B. Dyakowski, Z naszej przyrody. Obrazy z życia zwierząt i roślin krajowych, Warszawa 1903, s. 177.
W kwietniu powinno być pełno wody w rowach i stawach, mokro na łąkach. Słońce już cieplejsze, ale wiatr wciąż zimny, północny. Kwiecień to czas bieli, która występuje tuż przed majową zielenią, to świat nowy, odmieniony:
„Rowy pełne są wody, żabiego skrzeku i kęp kwitnących kaczeńców. Nierzadko pociągnie ostry wiatr północny, ba, śniegiem sypnie, ale słońce już mocno dogrzewa. Jaskółki śmigają nad rzeką, bociany wróciły do swojego gniazda na dachu stodoły. To już nie przedwiośnie, a wiosna całą gębą. Niegdyś o tej porze święcono pogańskie gody wiosenne. Dziś rozesłały się one u stóp Wielkanocy, największego święta chrześcijaństwa. Święta będącego radością, tryumfem, spełnieniem obietnic”.
Zofia Kossak, Rok polski, Warszawa 2017, s. 61.
Zaraz na początku kwietnia przypada wspomnienie św. Wincentego, z tym dniem związane są powiedzenia ludowe:
- Chociaż św. Wincenty, jednak szczypie mróz w pięty.
- Jak się Wincenty rozdeszczy, źle chłopu wilga wieszczy.
- Na św. Wincenty nie chodź bosymi pięty, bo nieraz mrozek cięty.
Bibliografia:
- B. Dyakowski, Z naszej przyrody. Obrazy z życia zwierząt i roślin krajowych, Warszawa 1903, s. 177.
- K. Kaszewski, Z nad Wieprza i Wisły, w: „Tygodnik Powszechny” 1878, nr 40, s. 627.
- Zofia Kossak, Rok polski, Warszawa 2017, s. 61.