Cmentarz w Gołębiu, 2020, foto. M.D.
Przed II wojną światową odwiedzano groby zmarłych jedynie w Święto Wszystkich Zmarłych i w rocznicę śmierci kogoś bliskiego. Oczyszczano mogiły, wtykano w nie małą świeczkę i bukiet kwiatów. W Zaduszki obowiązywały różne nakazy i zakazy, przygotowywano specjalną wieczerzę, odmawiano modlitwy za dusze bliskich i wierzono, że w nocy z 1 na 2 listopada zmarli odwiedzają rodzinne progi, a domownicy nie powinni im przeszkadzać.
Każdej jesieni, gdy Droga Mleczna, zwana przez Słowian Drogą Dusz lub Drogą Żurawi, zbladła i zwęziła się, a gwiazdy Sita (Plejady) stanęły wysoko na niebie, na ziemiach polskich obchodzono święto „Dziadów”, określane też jako „pusty wieczór” lub „bdyn”. W szczególny sposób przyrządzone potrawy składały się na ucztę, czyli „tryznę” niesioną uroczyście na żalnik. Palono ognie, kapłan-wróż okryty białą końską skórą, wywoływał kolejno imiona i przydomki wszystkich zmarłych rodowców gromady, rzucając za każdym imieniem nieco jadła w ogień. Wierzono, że zmarli zwołani przychodzą, że posilają się jak niegdyś (…). Kto by się odwrócił, ujrzałby ich twarzą w twarz (…). Kościół ochrzcił te obrzędy zamieniając noc „Dziadów”, „pusty wieczór”, w Dzień Zaduszny.
Zofia Kossak, Rok polski, Warszawa 2017, s. 155.
Wigilia przed Zaduszkami
W wigilią dnia zadusznego każda gospodyni domu piecze
pierogi, bułki pszenne, a uboższe pieką placki, które wieczorem łamią, rozdają domownikom do jedzenia, poprzedzając to na zawołanie gospodarza, pacierzem za dusze zmarłych . Po spożyciu tych pokarmów skrzętnie zbierają szczątki i chowają je wraz z zostawianemi bochenkami dla dziadów (żebraczych) i różnych ubogich; którym nazajutrz albo chodzącym po wsi, albo siedzącym pod kościołem, jako upominek za zmarłych oddają.
O. Kolberg, Lubelskie, cz.II, Kraków 1883, s.85.
Zwyczaj przynoszenia żywności do kościoła
Dawniej w Zaduszki w Gołębiu istniał zwyczaj przynoszenia jedzenia na nabożeństwo za zmarłych. Żywność ta była rozdawana dziadom, ludziom wędrującym od kościoła do kościoła i utrzymującym się z żebraniny. Dziadowie wywodzili się ze społeczności wiejskich, byli to ludzie odrzuceni przez swoje rodziny (np. z powodu choroby czy kalectwa) lub starsi, którzy nie chcieli zajmować miejsca w domu i sami podejmowali decyzję o opuszczeniu rodzinnej miejscowości i żebraniu. Dzidowie wędrowali od wioski do wioski. W Dzień Zaduszny szczególną opieką otaczano dziadów, ponieważ wierzono, że są oni pośrednikami między światem żywych i umarłych. W zamian za posiłek, dziadowie odmawiali modlitwy za dusze zmarłych. Lud wierzył, że modlitwa „dziada – pielgrzyma, człowieka bożego” będzie wysłuchana. Za każdą osobę zmarłą wymienioną z imienia i nazwiska, za duszę której miał pomodlić się dziad, dawano mu pieniądze i chleb.
Odwiedziny zmarłych
Wnoszą oni, że następnej nocy, to jest pomiędzy wiliją a dniem zadusznym, dusze w czyszczu będące i ratunku potrzebujące, patrzą na ich serca, na chęć modlitwy i na ofiary, — i że wtenczas mają (one) wolność wychodzenia i bawienia przez czas nie jaki w tych progach, w których przebywały za życia.
O. Kolberg, Lubelskie, cz. II, Kraków 1883, s. 85.
Powszechnie wierzono, że w tę szczególną noc dusze zmarłych wracają. Niektórzy włościanie twierdzili, że widzieli białe postacie stukające w okna domostw, inni opowiadali, że tej nocy dusze matek przychodzą do sierot, niektórzy widzieli ślady dłoni lub palców odciśnięte w popiele.
Wierzono, że wracającym duszom nie można przeszkadzać, dlatego domownicy po odmówieniu różańca za zmarłych, gasili lampy i wcześnie kładli się spać. Unikano wszelkich hałaśliwych robót (robienia masła, rąbania drzewa, tkania, szycia, maglowania, zamiatania, deptania kapusty, wylewania pomyj), aby nie urazić, oblać, skrzywdzić pokutującej duszy. Nie można było po zmroku wychodzić z domu, aby nie spotkać złych dusz. Nie urządzano tańców, zakazywano muzyki, niekiedy zamykano karczmy, aby diabły nie porwały bawiących się ludzi. Jeśli jakaś rzecz w chałupie nieumyślnie upadła na ziemię, wierzono, że to dusza zmarłego chce ten przedmiot na chwilę pożyczyć i nie podejmowano go. W wyjątkowych sytuacjach, gdy to było coś niezbędnego dla domowników, podnoszono przedmiot, a w jego miejsce kładziono kromkę chleba, aby dusza nie obraziła się. Po zapadnięciu zmroku każde skrzypnięcie, każdy szelest tłumaczono jako obecność kogoś z zaświatów, opowiadano, że coś trzasnęło, a dziecięce kołyski same się kołysały.
W domach zostawiano posiłki na stołach, parapetach lub progach mieszkania – jeśli rano żywność nadal tam była, zanoszono ją na groby. W chałupach podtrzymywano ogień aż do rana, aby dusze mogły się przy nim ogrzać. Ogień rozpalano również na rozstajnych drogach, aby ułatwić duszom odnalezienie swoich domów. Ogniska rozpalano także na cmentarzach i na grobach samobójców i topielców – uważano, że ludzie, którzy zginęli nagłą śmiercią, mogą zamienić się w demony i straszyć żyjących. Drewno na takie ogniska zbierano przez cały rok. Wierzono, że o północy dusze gromadzą się w kościele na Mszy Św., którą odprawia duch zmarłego księdza. Nie można było podglądać dusz uczestniczących w nabożeństwie.
Pokuta
Lud wierzył, że istnieją dusze, które po śmierci nie mogą iść do nieba i pokutują za swoje grzechy.
Czem kto grzeszył za życia, tem po śmierci odbywa pokutę. Bogacz, co wiedziano, że gdzieś ma, że gdzieś schował pieniądze, a umierając nie odkrył swoim krewnym miejsca schowania, ani ilości tych pieniędzy nie wyznał, chodzi w nocy po ogrodzie z motyką, kopie ziemię, wybiera je i liczy, a za lada szmerem żyjących, raptownie znika, zostawiając po sobie tylko odgłos jęków pokutnych i brzęk zakopanych pieniędzy.
O. Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.86
Inne pokuty:
Gospodyni, która za życia nie była względną na dary Boże, nie szanowała i wylewała kluski niedojedzone w pomyje, pluszcze się w miśniku po nocy, jak gdyby łapiąc i zbierając poniewierane
kluski, dla nasycenia dręczącego ją głodu po śmierci. (…) Rozwiozły pijak tacza się po drodze i przechodzącym ludziom żyjącym przeszkadza.
Niedobra żona dla męża, klęka przed nim, powtarza wierności i uczciwości przysięgę, którą łamała za życia.
Zła macocha obchodzi i głaszcze dzieci śpiące, i przebudzić ich nie śmie, ażeby jej przebaczyły nielitościwe niegdyś obejście.
Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.86.
Jednak nie zawsze można było rozpoznać pokutującą duszę, wierzono, że czasem można ją tylko słyszeć:
Tam coś magiel ciągnęło pod strychem budynku; — tam coś taczało beczki, — tu przesypywało tak jak groch kiedy się mierzy do korca, — tam klaskało w dłonie i dmuchnęło wiatrem trwożliwym i mocnym, aż świeca idącemu zgasła.
Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.87.
Jeśli ktoś był odważny, powinien wtedy powiedzieć „Wszelki duch Boga chwali”. Jeśli pokutująca dusza odpowie: „I ja go chwalę”, należało dopytać „Czego dusza potrzebuje”, wtedy zazwyczaj dusza wyjawiała swoją prośbę. Najczęściej błagała o modlitwę, Mszę Świętą lub jałmużnę dla ubogich, czasem wymawiała imię dłużnika lub pokrzywdzonego. Jeśli natomiast dusza nie odpowiadała „I ja go chwalę”, należało powiedzieć: „Oto krzyż Pański, uciekajcie strony przeciwne” – ponieważ uważano, że dusza taka jest potępiona na wieczność.

Bibliografia:
- Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883.
- Zofia Kossak, Rok polski, Warszawa 2017.
- Julia Włodarczyk, Zaduszki dawniej i dziś, [w:] http://niematerialne.nid.pl/Dziedzictwo_niematerialne/Czytelnia/Zaduszki.pdf, (dostęp: 31.10.2017).