11 listopada

Po trzecim rozbiorze Polski, Gołąb i okoliczne miejscowości znalazły się w granicach zaboru austriackiego. Na początku XIX wieku roku nasze tereny weszły w skład Księstwa Warszawskiego, a w 1815 roku Królestwa Polskiego. Jak te zmiany wpłynęły na życie mieszkańców starostwa gołąbskiego? Gołąb od zawsze był wsią zamieszkiwaną przede wszystkim przez ubogą warstwę społeczną. Chłopi, choć majątkowo zróżnicowani między sobą, od zawsze byli zależni od kogoś lub czegoś. Włościanie stanowili poddanych należących do dzierżawcy starostwa gołębskiego lub poddanych probostwa. Zostali zobowiązani do odrabiania pańszczyzny oraz do płacenia czynszów. Ich byt uzależniony był również od pogody i urodzaju ziemi. Dla chłopów pańszczyźnianych już czasy pokoju były niestabilne, zaś czasy wojny tragiczne. A ojczyzna? Czy myśleli o niej szerzej niż o skrawku uprawianego pola? Czy można być patriotą bez znajomości rodzimej historii i literatury, bez znajomości alfabetu w ogóle? Szlachcicom z okolicznych dworów nie zależało na edukacji swoich poddanych, do szkoły, działającej z ogromnymi przerwami w XIX wieku, nie uczęszczało zbyt wiele dzieci. Dopiero w 1879 roku sytuacja zmieniła się, gdy w gołębskiej szkole posadę nauczyciela przyjęła Antonina Pelda. Antoszka postarała się o wyposażenie klasy w odpowiednie pomoce dydaktyczne (np. mapy), nauczała po polsku i po rosyjsku. Z całą pewnością uczyła miłości do utraconej ojczyzny. Prowadziła też zajęcia dla dorosłych. Na początku lat 90. XIX wieku w Gołębiu została otwarta pierwsza czytelnia dla ludu. Walka z chłopskim analfabetyzmem była jedną z dróg prowadzących do wychowania pokolenia miłującego ojczyznę. Jaki był ten dzień 11 listopada 1918 roku? Jak został przyjęty przez naszych pradziadków i prapradziadków? Być może w rodzinach więcej opowieści z tego czasu zachowało się o grypie hiszpance oraz o walkach o utrwalenie granic z 1920 roku. A niekiedy jedynym wspomnieniem z całego dwudziestolecia międzywojennego jest stwierdzenie: „Przed wojną była bieda”. I jest to zdanie prawdziwe, przed wojną była wielka bieda. 11 listopada jest świętem ważnym i potrzebnym, chociaż odzyskanie niepodległości nie przyniosło uwolnienia od ubóstwa.

11 listopada to liturgicznie wspomnienie św. Marcina.

Dawniej w tym właśnie dniu gospodyni piekła gęś.

„Zamożna gospodyni w jesieni w dzień św. Marcina, zabija gęś i piecze w piecu, a gospodarz obdzieliwszy swoją czeladkę cząstkami z tej gęsi, sam sobie zostawia piersi, ostrożnie mięso objada, oczyszcza kość piersiową, a jeżeli jest biała, rokuje zimę suchą i stałą; — jeżeli jest sinawa i czerwona, zimę słotną; — jeżeli pół biała od góry a pół czerwonawa od spodu, wtedy pierwsze pół zimy ma być suche, drugie pół zimy słotne; — jeżeli w centki tu i ówdzie nakrapiana, znaczyć to ma zimę burzliwą i śnieżną. Te przesądy są nawet udziałem klas wyższych, u których zabicie gęsi w ten dzień i uważanie zimy, jest już powszechnym zwyczajem.
„Pieczenie gęsi na św. Marcin, bardzo dawnych czasów zasięga; stąd to zapewne pochodzi, że włościanie zwykle natenczas znosili daniny, między któremi były także gęsi. Pobierający mając ich dostatek, spraszał gości na ucztę z pieczonej gęsi. Zazwyczaj gęś pieczoną bywa podówczas z kwaśnemi jabłkami (w nadzieniu). Bicie i pieczenie gęsi na św. Marcina, może więcej stąd pochodzi, że są wtenczas najtłustsze i najsmaczniejsze, a wszakże to się podobnie dzieje z baranami pod jesień”.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. II, Kraków 1884.

Według ludowych przekazów, dawniej często na św. Marcina był już pierwszy śnieg.

Przysłowia, wróżby i powiedzenia związane ze świętem św. Marcina:

  • Na świętego Marcina, gęś do komina.
    Wesele Marcina – gęś i dzbanek wina!
    Gdy Marcinowa gęś po wodzie, będzie Boże Narodzenie po lodzie (i odwrotnie).
    Gdy wiatr od południa w wigilię Marcina, będzie na pewno lekka zima.
    Dzień świętego Marcina dużo gęsi zarzyna.
    Chmurny Marcin chętnie przyprowadza łagodną zimę, mrozy straszne zgładza.
    Na świętego Marcina, gdy się woda ścina i gęsi pierś biała, to będzie zima stała.
    Na świętego Marcina najlepsza gęsina; patrz na pierś, patrz na kości, jaka zima nam zagości.
    Pierś z Marcinkowej gęsi jest biała, to zima dobrze będzie statkowała.
    Słońce w Marcina – nie zmarznie ozimina.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. II, Kraków 1884.
„Dziedzictwo kulturowe Lubelszczyzny. Kultura ludowa” pod red. A. Gaudy, Lublin 2001.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *