Codzienność gołębska w XIX wieku – higiena osobista

Dzięki Antoszce, nauczycielce gołębskiej z lat 1879-1883, autorce poradników dla ludności wiejskiej, dowiadujemy się, jak żyli nasi przodkowie. Antoszka edukowała nie tylko dzieci, ale również dorosłych, chciała wpłynąć na zmianę przyzwyczajeń ludu. Zachęcała do nie tylko do nauki czytania i pisania, ale także do przygotowywania lepszych posiłków, zadbania o czystość w chacie oraz do higieny osobistej. Uważała, że przyczyną wielu chorób dzieci i dorosłych był brak odpowiedniej pielęgnacji ciała, kiepski ubiór, chodzenie na boso i brak higieny, zwłaszcza niemycie rąk przed posiłkami. W poradnikach zawsze proponowała proste rozwiązania, na miarę możliwości każdej rodziny. Uważała, że w ubogich wiejskich warunkach można było dopilnować higieny osobistej domowników, odpowiedzialnością za schludny wygląd domowników obarczała gospodynie.

Jak się po wsiach myją?

Czy mieszkaniec wsi pod koniec XIX wieku myślał o posiadaniu osobnego pomieszczenia, w którym można było się umyć? Raczej nie, często wśród zabudowań gospodarczych brakowało nawet wychodka. Mycie ciała wiązało się z różnymi przesądami, uważano, że kąpiele sprzyjają częstszym przeziębieniom i chorobom. Dawniej ludzie myli się rzadko, co było wynikiem braku czasu, niewiedzy, ale także lenistwa. Powszechnie lekceważono nawet mycie dłoni i twarzy.

Zobaczmy tylko, jak się po wsiach i miasteczkach myją. Co dzień rzadko kto ma to we zwyczaju, bo nie ma na mycie czasu. Rano wstawszy, ledwie się przeżegna, siada do miski, bo trzeba się śpieszyć do roboty. W południe człowiek jest głodny, to nie ma tam co myśleć o myciu. Podjadłszy, musi trochę przespać, aby nabrać sił do pracy. Przed wieczerzą to się co pomoże gospodyni przy gotowaniu albo też człek siądzie odpocząć, kontent że siedzi.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 89-90.
Dłonie i twarz obmywano dopiero w niedzielę przed pójściem do kościoła:
Ale i otóż nadeszła niedziela. Kto idzie do kościoła umyje się dziś przecież; kto zaś zostanie w domu, no to mniejsza. Ale jakie to mycie bywa. Jeden bierze półkwartek i idzie przed próg, drugi nadstawia ręce, opłucze je sobie, jak ksiądz przy Mszy świętej; potem jeszcze raz nabierze garść wody, myje nią twarz, utrze się brudną koszulą, którą dziś zrzucił i już gotów do nowej kamizelki, sukmany i czapki. Tymczasem na rękach mu się brud tylko rozmazał, po twarzy porobiły mu się różne wzory i fiory z brudu, szyja czarniejsza od niewyczernione go buta, a w zakrętach uszów to już motyką wygrzebywać by można. Ale co to szkodzi. Na szyję zawiąże się wełniany szal, na uszy spuści się włos i zakryje tem wszystkie brudy ludzkie.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 90-91.
Antoszka zalecała mycie rąk i twarzy przynajmniej trzy razy dziennie. Uczyła, że miska z wodą powinna być osobną miską nieużywaną w kuchni, że dłonie należy myć mydłem i czystymi dłońmi myje się twarz. Zalecała wprowadzenie ręczników do wycierania rąk, ponieważ lud miał w zwyczaju mokre dłonie wycierać w brudną zapaskę lub spodnie, które miało się na sobie.

Kąpiele w beczce z ciepłą wodą raz w miesiącu

Dobrze więc tedy, kto może (a każdy może, kto chce) odstawić sobie dużą beczkę, jak na kapustę, i w niej choć raz na miesiąc wymyć się całkowicie w ciepłej wodzie, bo od ciepłej wody z mydłem łatwiej brud puszcza. Beczkę taką można po kąpieli wyszorować, wysuszyć i trzymać w niej suche zboże lub inne jakie rzeczy.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 91.
Zdaniem Antoszki, latem, kiedy łatwiej było wykąpać się w rzece, stawie lub nawet rowie, mieszkańcu wsi unikali tego. Sugerowała, że chłopi wyglądali na starszych niż ludzie innych stanów, ponieważ za ich zmarszczki na twarzy odpowiadał przede wszystkim brud oraz przepracowanie.

Kołtun

Na wsi powszechnie planowała wszawica. Mało kto dbał o włosy, rozczesywał je i mył. Prawdziwą plagą był także kołtun:
Z przebrzydłego zwyczaju nieczesania się tworzą się również owe częste u nas kołtuny. Cokolwiek tylko zaboli człowieka, włościanie tłumaczą, że to kołtun tego jest przyczyną. Tak więc kołtun może być w brzuchu, w plecach, w oczach, w nogach; na te wszystkie dolegliwości pomaga zapuszczenie włosów. .Jest to bardzo dogodne lekarstwo dla leniuchów, zwłaszcza tych, co się czesać nie lubią. Zastanówmy się tylko nad tem, że kołtun mają najczęściej dzieci i kobiety, dzieci, które nie rozumieją co ładne a co brzydkie i nie dbają o to, jak wyglądają; kobiety zaś, które wstrętny dla oka kołtun chustką lub czepkiem zasłonić mogą. Mężczyzna, który chodzi z gołą głową, kołtuna zapuścić sobie nie daje, wzbrania się, choć głupie baby rają i dlatego chłop z kołtunem do rzadkości należy. A jednak nogi, plecy, brzuch, uszy, oczy równie chłopa jak i kobietę boliwają. Czemu się to dzieje? Oto tylko lenistwo i niechlujstwo są tego przyczyną. Gdyby kobiety kołtuna chustką lub czepkiem zasłaniać nie mogły i w kościele i w chacie z odkrytą głową, jak mężczyźni, być musiały, ubyłoby połowę kołtunów. (…) Ze obcinanie kołtuna szkodzi, kłamstwo jest, bo ileż to razy dziecko jedno drugiemu przez zbytki kołtun odetnie, a dlatego ani o śmierć, ani o chorobę go nie przyprawi. Zatem staranne pielęgnowanie kołtuna jest tylko babskiem gadaniem?
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 93-94.
Podobnym problemem co kołtun u dorosłych była ciemieniucha u niemowląt i małych dzieci. Matki nie były świadome, jak dbać o czystą główkę dziecka. Antoszka uważała, że brak walki z ciemieniuchą wynika z jakiegoś przesądu, w który wierzą kobiety, podobnie jak z kołtunem.

Bibliografia:

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *