We żniwa

„Bogactwo wróżb dotyczących pogody na żniwa świadczy o znaczeniu tej pory” pisała Zofia Kossak. Żniwa to centralny punkt roku, wyczekiwany z nadzieją i troską. Cały rok życia rodziny zależał od sierpniowej pogody. Dlatego rolnicy uważnie obserwowali niebo, niektórzy nie mogli spać w nocy i wychodzili na podwórze sprawdzić, z której strony wiatr wieje, czy widać gwiazdy na niebie, czy księżyc jest za chmurami. Wszystkie znaki miały znaczenie.

Gołąb od zawsze był wsią rolniczą. Żniwa zaczynały się od odrobienia pańszczyzny w majątku starościńskim i plebańskim, potem można było rozpocząć pracę na własnym polu. Żniwa rozpoczynały się w środę lub w sobotę, były to dni poświęcone Matce Boskiej, a wcześniej były to dni poświęcone bogini Mokoszy. Dawniej najważniejszym narzędziem pracy przy żniwach był sierp. Na dłoniach pojawiały się odciski i otarcia, a praca przy żniwach ciągnęła się przez wiele dni, żniwiarze starali się dbać o ręce i zawijali je skrawkami materiału, czasem trzeba było moczyć dłonie w zsiadłym mleku, aby szybko się wygoiły. Na pole wychodziło się przed wschodem słońca. Pierwszy ścięty snop przechowywano aż do Świat Godowych, z niego pobierano ziarna na kolejny zasiew.

Każda gospodyni wiedziała, że w czasie żniw trzeba dobrze żywić wszystkich pracowników. Śniadanie jedzone na polu, musiało być pożywne, szczególnie pierwsze śniadanie na rozpoczęcie żniw było uroczyste, podawano chleb, kiełbasę i wódkę.

Picie

„We żniwa, kiedy pragnienie silnie dokucza, dobrze jest brać ze sobą z domu mleko lub wreszcie wodę w dzbanku albo we flaszce, wystrzegać się zaś należy pić byle jaką napotkaną na drodze wodę, często stojącą z kałuży, bo taka jest bardzo szkodliwa i łatwo chorobę sprowadza. Zagranicą jest powszechnie zwyczaj, ze żniwiarze i kosiarze zabierają ze sobą po flaszce piwa, wina, jabłeczniku stosownie do tego, co w danym kraju wyrabiają”.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 109.

Opieka nad dziećmi

Która tedy z matek nie ma starszej osoby w izbie, która by w domu zostając, dziecię dojrzała należycie, nie powinna znowu zostawiać go pod opieką
kilkoletniego zaledwie piastuna. Zabierając je więc z sobą w pole, powinna brać także kobyłkę, na której by mu w płachcie urządzić mogła kolebkę, żeby
dziecko nie leżało na gołej ziemi, jak to mają zwyczaj robić, w bruździe, gdzie
wszelkiego rodzaju owady mają łatwy przystęp, a wilgoć od ziemi ciągnie. Na płachcie, dla ochrony od much, należ zarzucać lekką chustkę, a nie wełnianą, bo przez taką tamuje się przystęp świeżego powietrza i tworzy się gorąco
w płachcie takie, że dziecię spowite, wyjęte z płachty przy najlżejszym powiewie wiatru zaziębić się może, i w najlepszym razie dostaje kaszlu lub boleści brzucha, które na rzucony urok zmawiają. Dla takich dzieci trzeba brać z sobą parę pieluch na zmianę, a jeśli piją mleko, trochę przegotowanego mleka w butelkę, którą dobrze zakorkowawszy, zakopać w dołek, aby była chłodna, żeby się mleko prędko nie skwasiło. Lepiej, żeby dziecko było głodne, niż zatykać mu buzię marchewką, brukwią lub gruszką, co się na polu znajdzie, bo to dziecka nie pożywi, a z pewnością zaszkodzi mu”.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896 s. 113.
Bibliografia:
  1. Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896.
  2. Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896.
  3. Zofia Kossak, Rok polski, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *