Okolice Gołębia i legenda o światełku gołębskim we wspomnieniach Anny Nakwaski

„Kazimierz Dolny. Ruiny zamku. W tle widoczna baszta obronna”, fot. Gustaw Andraschko, czerwiec 1942, źródło zdjęcia: zbiory NAC.

Anna Nakwaska wspominała dwory i pałace arystokracji z końca XVIII w okolicy Gołębia. Stanisław Kostka Krajewski, ojciec Anny Nakwaski, dzierżawca gołębski, utrzymywał bardzo dobre relacje z Czartoryskimi z Puław, Mniszchami z Dęblina, Lubomirskimi z Opola Lubelskiego, a znakomici tych wielkich włości dziedzice często odwiedzali starostów w Gołębiu. Anna Nakwaska opisuje Gołąb jako wyjątkowe, ważne miejsce i nie czyni tego z powodu sentymentalnego przywiązania do dworu, w którym jako dziecko spędzała wakacje. O ważnej roli Gołębia pod koniec XVIII wieku świadczy fakt, iż tu, na polach gołębskich w 1791 roku, odbyło się zgrupowanie wojsk polskich w obronie Konstytucji 3 Maja. Wojskami dowodził książę Ludwik Wirtemberski, mąż Marii Czartoryskiej. Anna Nakwaska miała wtedy 10 lat i zapamiętała przedstawicieli rodów magnackich, którzy przybyli na tę uroczystość. Opisała również pałace i dwory, w których mieszkali. Jej wspomnienia to bogate źródło informacji na temat arystokracji żyjącej w czasach rozbiorów Polski.

Puławy

Anna Nakwaska zapamiętała park puławski jeszcze przed zmianami wprowadzonymi przez Izabelę Czartoryską i miasto, które dopiero zaczynało swój rozkwit.

Okolica Gołębia i sąsiedztwo jego zasługują na wzmiankę. Majętność ta leżała między Puławami a Dęblinem, a znakomici tych wielkich włości dziedzice często odwiedzali starostów w Gołębiu. W owym czasie Puławy dopiero zaczynały jaśnieć cudzoziemskim blaskiem, lecz istotnie narodowe a wspaniałe miejsca tego upiększenia istniały tam jeszcze w całym przepychu za dziecinnych lat moich. Pamiętam dobrze staroświecki, dawny ogród puławski, jak był, nim księżna smak angielski z ogrodnikiem Savage do niego wprowadziła, wzniosła Sybillę i słynny domek gotycki. Nie wdaję się w opis Puław, bo zdolniejsze pióra wielokrotnie już tego dokonały.
 Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198, s. 3.

Dęblin

Opisując Dęblin, Anna Nakwaska wspomina wieś Skoki, w której znajdował się cmentarz z czasów bitwy ze Szwedami.

Zamek dębliński, gdzie marszałek Mniszech [Michał Jerzy Mniszech – przyp. M.D.] z żoną, siostrzenicą królewską [Urszulą z Zamoyskich – przyp. M.D.], niekiedy przemieszkiwał i nieraz rodziców moich w Gołębiu odwiedzał, stał na wysokiem wzgórzu, nad samym Wieprzem; niewielki był, ale obfity w dawne ozdoby; niewiele go pamiętam: tylko sień i schody, gdzie na ścianach wisiały wielkie obrazy, z historii Maryny Mniszchównej [caryca Rosji]. Ogród w Dęblinie był w guście czysto francuskim, z piękną pomarańczarnią, a piaszczyste mogiły w Skokach, mówiły do okien zamkowych zwycięstwa Czarneckiego pamiątką.
 Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198, s. 3.

Opole Lubelskie

Opole, Celejów i starożytny Kazimierz, wraz z Janowca wspaniałymi zwaliskami, uzupełniają obraz tych pięknych okolic. W Opolu mieszkał książę Alexander Lubomirski, ścisłą przyjaźnią z ojcem moim złączony. Żona jego jedna z najpiękniejszych pań owoczesnych, Rozalia z Chodkiewiczów, wtedy w samej życia wiośnie, skwapliwą dłonią najpiękniejsze jego kwiaty zrywała, najczęściej za granicą bawiła, a rzadko zaglądała do Opola. Zamek opolski był zupełnie do puławskiego podobny, tylko cokolwiek mniejszy. Blisko Opola jest mały pałacyk, Niezdów zwany; bieli się on między staremi lipami i świerkami. W tem miłem ustroniu mieszka teraz (1840 roku) dziedziczka Opola, Rozalia z książąt Lubomirskich hrabina Rzewuska, z którą mnie przez lat wiele stosunki przyjaźni łączyły, a pamięć ich, pomimo przeciwnych okoliczności, nigdy się nie zatrze w mojem sercu.
 Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198, s. 3.

Kazimierz Dolny

Anna Nakwaska zapamiętała Kazimierz Dolny jako zabytkowe miasteczko, które było znane z handlu. Jednak pod koniec XVIII wieku Kazimierz Dolny wciąż nie mógł się podnieść z upadku. Miasto w czasie wojny polsko-szwedzkiej zostało spalone, okradzione i zniszczone, a na początku XVIII wieku ludność Kazimierza i okolic zdziesiątkowała zaraza cholery. Mimo wielu starań, nie udało się przywrócić świetności Kazimierzowi. Miasto straciło swoje znaczenie handlowe w czasie rozbiorów Polski, gdy została odcięta droga Wisłą do Gdańska, a na początku XIX wieku coraz bardziej popadało w ruinę. Anna Nakwaska opisuje smutne krajobrazy kazimierskie. Pisarka zapamiętała ruiny zamku jeszcze przed ich zniszczeniem przez wojska austriackie.

O trzy mile od Gołębia, wznosi się dawne, teraz już prawie opuszczone, a wtedy kiedym tam bywała, jeszcze dość handlowe miasto Kazimierz. Mury zamku Króla chłopków były jeszcze wówczas całe i rozkład ich na wzgórzu, nad Wisłą, dobrze było można rozpoznać. Zieloną murawą obesłane, górowały one nad rzeką, nad spichlerzami gotyckiej struktury i całem żydowskiem miasteczkiem. Zamek ten w czworobok zbudowany, ma w środku wielką wieżę także czworokątną: powyzębiane jego mury małe okienka przecinały miejscami (…) i ruderę tę oświetlały; na pobliskich zaś wzgórzach sterczały okrągłe, białe wieże i jakby wielkiego króla koroną, całą tę okolicę wieńczyły. Za zamkiem był wąwóz dość szeroki, zarosły, jak i spadki góry, rozlicznemi krzewami; śliczne, a w naszych zaroślach nieznane kwiaty, wiły się po murach piaskowem kamieniu, to w długie sploty, to w pękach kolących gałęzi sterczące; pstre kwiateczki z pomiędzy kamiennych lochów wystrzelone, nadawały temu miejscu wejrzenie jakby od wieków opuszczonego ogrodu, do którego z dawien dawna każdy na grabież przychodził. Każdego więc lata, upatrzywszy dzień pogodny, zaopatrzeni w zapasy do obiadu, wyruszaliśmy o świcie z Gołębia na ową wyprawę do Kazimierza. Tam matka, z ogrodowym i służącymi, krzewy i rośliny naznaczała, które miały być wykopane w jesieni i do ogrodu w Gołębiu przewiezione; my, dzieci obiegaliśmy wszystkie kazimirowskiego zamku zakątki. Dziwny widok przedstawiała ta rudera, chwilowo przez chciwych ludzi z motykami zajęta obok tego brudnego jakby czarnym owadem napełnionego miasteczka, któremu wybielałe spichlerzów mury jeszcze jakąś godność nadawały, i dalej i niżej szeroko rozlana Wisła, czasem tylko białym migająca żaglem. Zamek Janowca błyszczał jeszcze wtedy, na przeciwnej stronie rzeki, szklanemi szybami, zamykając od tej strony widnokrąg w piękności i wspomnienia bogaty. Nikt już nie żyje z tych, którzy zemną dzielili przyjemność tej wyprawy, nikt oprócz mnie, której Bóg dłużej żyć a więc dłużej cierpieć i stratę drogich sobie opłakiwać wskazał.
 Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 199, s. 3-4.

Celejów

Anna Nakwaska opisała pałac w Celejowie w czasach rozbudowy.

Wyjechawszy z Puław, którąkolwiek lipową aleją ku południowi, zostawiając za sobą żółte fale Wisły, podróżny ujrzy przed sobą pasmo zielonych pagórków; gdy te minie i strumień płaczącemi brzozami i purpurową jarzębiną obsadzony, trafi do sioła w leśnej okolicy. Istniało tu odwieczne zamczysko; dolne izby jego były sklepione, krużganki okazałe, czworokątna wieża jeszcze cała; ale posępne te ruiny, raczej zwaliska, nie pociągały ku sobie, gdy jedna z najdowcipniejszych pań, co wdziękami dwór Stanisława Augusta zdobiły, upodobała sobie to miejsce. Na jej skinienie dźwignął się z gruzów zamek odwieczny, wszystko przybrało świetną postać, wytwornic umeblowano komnaty, pyszne pozakładano ogrody, a wspaniały Celejów, odtąd przez nadobną właścicielkę, Sewerynową Potocką, często zamieszkiwany, nie nic mało uroku dodał sąsiednim Puławom. Pani ta albowiem miała cztery córki. Szczodrze powabami ciała i duszy uposażone, które Puławskie fety i zabawy cudnie przystrajały. Po różnych krajach teraz rozproszone, może nie zachowały one wspomnienia tych błogich chwil młodości, lecz ja obraz ich matki, tak dowcipnej i miłej, tak gościnnej i tych czterech tak odmiennie cudnych dziewic, z których każda w oddzielnem usposobieniu jakiś powab matki swej odziedziczyła, w żywej zachowałam pamięci.

Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198, s. 3.

Okolice Puław

Do arystokratycznego wieńca, Puławy wówczas okalającego, doliczyć tu jeszcze wypada Drążgów, dziedzictwo hrabiów Tarnowskich, którego właścicielka, hrabina z Ustrzyckich Tarnowska, walnie się później z J. Ursynem N.  wszędzie spotykała, wywodząc pochodzenie swej rodziny od Hetmana Tarnowskiego, którego jej ten stanowczo w „Janie z Tęczyna” zaprzeczył. Dalej Kurów, gdzie mieszkał Ignacy Potocki, i nieraz stamtąd zbawienne swe rady udzielał Królowi, a Piramowicz, pasterz miejscowy, owieczki swe słowa Bożego nauczał. Olesin, ulubione pani St. Potockiej ustronie, i wiele jeszcze domów jaśniejących cnotami, przepychem, światłem, gościnnością.

Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198, s. 4.

 

Wspomniane przez Annę Nakwaskę pałce w Dęblinie, Puławach, Celejowie, Opolu Lubelskim przetrwały do naszych czasów. Natomiast nie przetrwał dwór w Gołębiu. Odrodził się Kazimierz Dolny i trudno uwierzyć, że w czasach Anny Nakwaski był tak opuszczonym i zapomnianym miasteczkiem. Gołąb również był zniszczony i wyludniony po bitwie ze Szwedami w 1656 roku. Z 30 kmieci (dane z 1627 roku) zostało 12, z 19 zagrodników zostało 3, podobnie wyludniły się pobliskie wsie, nie było też przewoźników przez Wisłę ani karczmarzy. 

Legenda o światełku gołębskim

 Anna Nakwaska, jako dziesięcioletnia dziewczynka mieszkająca latem w gołębskim dworze, zapamiętała i opisała podanie ludowe o światełku gołębskim. Legenda ta, dziś już zapomniana, może być nawiązaniem do słowiańskiego kultu ognia i słońca, twórcy urodzaju, stąd wierzenia w błędne ogniki, światełka, smoki.
Gołąb, jak jak i każda część przez ludzi zamieszkałej ziemi, miał swoje gminne podania, swoje nadludzkie widziadło, w przyjacielsko-odwiedzającem go widmie uosobione. Nikt nie wątpił, a wielu zapewniało i przysiąc na to gotowemi byli, że się tu jakiś słup płomienisty nie tylko na polach i zaroślach, ale wśród wsi, po moście, wzdłuż stawu, słowem wszędzie prócz dziedzińca i ogrodu ukazuje. Zjawienie to nie mało nas dzieci, a nawet i poważniejsze osoby, gołębski dworzec zamieszkujące, ciekawością i trwogą napełniało; był to zapewne rodzony braciszek owego bernardyna bez głowy, co podobno dotąd jeszcze w Kozienickich lasach gości, a który nieraz całą naszą drużynę do Gołębia tamtędy jadącą, okropnie niepokoił. Wspominam o tem w przelocie, bo jakże nie wspomnieć o wszelkich zjawiskach w młodocianym wieku na żywem tle młodej wyobraźni, żywiej jak ona jeszcze odbijających się. O jak że mi wtedy było dobrze na świecie, kiedym się światełkiem gołębskiem (tak albowiem owe widmo nazywano) wyłącznie zajmować mogła i kiedy ukazanie się jego termu lub owemu ze służących lub kmieci, epokę w mojem dziesięcioletniem życiu stanowiło (…).
Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 199, s. 4.

 

Wszystkie cytaty podano w pisowni oryginalnej.

Powyższy tekst jest drugą częścią artykułu Dwór w Gołębiu z XVIII wieku we wspomnieniach Anny Nakwaski.

Bibliografia:

  1. Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 198.
  2. Wyjątki z pamiętników współczesnych, Gołąb, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 199.
  3. Lustracja województwa sandomierskiego 1660-1664, Kraków 1971.

Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *