Dawne Zaduszki

cmentarz

Kobiety na cmentarzu w Gołębiu, data wykonania fotografii nieznana. Źródło zdjęcia tu.

Przed II wojną światową odwiedzano groby zmarłych jedynie w Święto Wszystkich Zmarłych i w rocznicę śmierci kogoś bliskiego. Oczyszczano mogiły, wtykano w nie małą świeczkę i bukiet kwiatów. W Zaduszki obowiązywały różne nakazy i zakazy, przygotowywano specjalną wieczerzę, odmawiano modlitwy za dusze bliskich i wierzono, że w nocy z 1 na 2 listopada zmarli odwiedzają rodzinne progi, a domownicy nie powinni im przeszkadzać.

Wigilia przed Zaduszkami

W  wigilią  dnia  zadusznego  każda  gospodyni  domu  piecze
pierogi,  bułki  pszenne,  a  uboższe  pieką  placki,  które  wieczorem  łamią,  rozdają  domownikom  do  jedzenia,  poprzedzając  to  na  zawołanie  gospodarza,  pacierzem  za  dusze  zmarłych .  Po  spożyciu  tych  po­karmów  skrzętnie  zbierają  szczątki  i  chowają  je  wraz  z  zostawianemi bochenkami  dla  dziadów  (żebraczych)  i  różnych  ubogich;  którym  nazajutrz  albo  chodzącym  po  wsi,  albo  siedzącym  pod  kościołem,  jako upominek  za  zmarłych  oddają.

O. Kolberg, Lubelskie, cz.II, Kraków 1883, s.85.

Zwyczaj przynoszenia żywności do kościoła

Dawniej w Zaduszki w Gołębiu istniał zwyczaj przynoszenia jedzenia na nabożeństwo za zmarłych. Żywność ta była rozdawana dziadom, ludziom wędrującym od kościoła do kościoła i utrzymującym się z żebraniny. Dziadowie wywodzili się ze społeczności wiejskich, byli to ludzie odrzuceni przez swoje rodziny (np. z powodu choroby czy kalectwa) lub starsi, którzy nie chcieli zajmować miejsca w domu i sami podejmowali decyzję o opuszczeniu rodzinnej miejscowości i żebraniu. Dzidowie wędrowali od wioski do wioski. W Dzień Zaduszny szczególną opieką otaczano dziadów, ponieważ wierzono, że są oni pośrednikami między światem żywych i umarłych. W zamian za posiłek, dziadowie odmawiali modlitwy za dusze zmarłych. Lud wierzył, że modlitwa „dziada – pielgrzyma, człowieka bożego” będzie wysłuchana. Za każdą osobę zmarłą wymienioną z imienia i nazwiska, za duszę której miał pomodlić się dziad, dawano mu pieniądze i chleb.

Odwiedziny zmarłych

Wnoszą  oni,  że  następnej  nocy,  to  jest  pomiędzy  wiliją a  dniem  zadusznym,  dusze  w  czyszczu  będące  i  ratunku  potrzebujące,  patrzą  na  ich  serca,  na  chęć  modlitwy  i  na  ofiary,  —  i  że wtenczas  mają  (one)  wolność  wychodzenia  i  bawienia  przez  czas  nie­ jaki  w  tych  progach,  w  których  przebywały  za  życia.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. II, Kraków 1883, s. 85.

Powszechnie wierzono, że w tę szczególną noc dusze zmarłych wracają. Niektórzy włościanie twierdzili, że widzieli białe postacie stukające w okna domostw, inni opowiadali, że tej nocy dusze matek przychodzą do  sierot, niektórzy widzieli ślady dłoni lub palców odciśnięte w popiele.

Wierzono, że wracającym duszom nie można przeszkadzać, dlatego domownicy po odmówieniu różańca za zmarłych, gasili lampy i wcześnie kładli się spać. Unikano wszelkich hałaśliwych robót (robienia masła, rąbania drzewa, tkania, szycia, maglowania, zamiatania, deptania kapusty, wylewania pomyj), aby nie urazić, oblać, skrzywdzić pokutującej duszy. Nie można było po zmroku wychodzić z domu, aby nie spotkać złych dusz. Nie urządzano tańców, zakazywano muzyki, niekiedy zamykano karczmy, aby diabły nie porwały bawiących się ludzi. Jeśli jakaś rzecz w chałupie nieumyślnie upadła na ziemię, wierzono, że to dusza zmarłego chce ten przedmiot na chwilę pożyczyć i nie podejmowano go. W wyjątkowych sytuacjach, gdy to było coś niezbędnego dla domowników, podnoszono przedmiot, a w jego miejsce kładziono kromkę chleba, aby dusza nie obraziła się. Po zapadnięciu zmroku każde skrzypnięcie, każdy szelest tłumaczono jako obecność kogoś z zaświatów, opowiadano, że coś trzasnęło, a dziecięce kołyski same się kołysały.

W domach zostawiano posiłki na stołach, parapetach lub progach mieszkania – jeśli rano żywność nadal tam była, zanoszono ją na groby. W chałupach podtrzymywano ogień aż do rana, aby dusze mogły się przy nim ogrzać. Ogień rozpalano również na rozstajnych drogach, aby ułatwić duszom odnalezienie swoich domów. Ogniska rozpalano także na cmentarzach i na grobach samobójców i topielców – uważano, że ludzie, którzy zginęli nagłą śmiercią, mogą zamienić się w demony i straszyć żyjących. Drewno na takie ogniska zbierano przez cały rok. Wierzono, że o północy dusze gromadzą się w kościele na Mszy Św., którą odprawia duch zmarłego księdza. Nie można było podglądać dusz uczestniczących w nabożeństwie.

Pokuta

Lud wierzył, że istnieją dusze, które po śmierci nie mogą iść do nieba i pokutują za swoje grzechy.

Czem  kto  grzeszył  za  życia,  tem  po  śmierci  odbywa  po­kutę.  Bogacz,  co  wiedziano,  że  gdzieś  ma,  że  gdzieś  schował  pie­niądze,  a  umierając  nie  odkrył  swojim  krewnym  miejsca  schowania, ani  ilości  tych  pieniędzy  nie  wyznał,  chodzi  w  nocy  po  ogrodzie z  motyką,  kopie  ziemię,  wybićra  je  i  liczy,  a  za  lada  szmerem  żyją­cych,  raptownie  znika,  zostawiając  po  sobie  tylko  odgłos  jęków  po­kutnych  i  brzęk  zakopanych  pieniędzy.

O. Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.86

Inne pokuty:

Gospodyni,  która  za  życia  nie  była  względną  na  dary  Boże, nie  szanowała  i  wylewała  kluski  niedojedzone  w  pomyje,  pluszcze się  w  miśniku  po  nocy,  jak  gdyby  łapiąc  i  zbierając  poniewierane
kluski,  dla  nasycenia  dręczącego  ją  głodu  po  śmierci. (…) Rozwiozły  pijak  tacza  się  po  drodze  i  przechodzącym  ludziom  żyjącym  przeszkadza.
Niedobra  żona  dla  męża,  klęka  przed  nim,  powtarza  wier­ności  i  uczciwości  przysięgę,  którą  łamała  za  życia.
Zła  macocha  obchodzi  i  głaszcze  dzieci  śpiące,  i  przebudzić  ich  nie  śmie,  ażeby jej  przebaczyły  nielitościwe  niegdyś obejście.

Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.86.

Jednak nie zawsze można było rozpoznać pokutującą duszę, wierzono, że czasem można ją tylko słyszeć:

Tam  coś  magiel  ciągnęło  pod strychem  budynku;  —  tam  coś  taczało  beczki,  —  tu  przesypywało tak  jak  groch  kiedy  się  mierzy  do  korca,  —  tam  klaskało  w  dłonie i  dmuchnęło  wiatrem  trwożliwym  i mocnym,  aż  świeca  idącemu  zga­sła.

Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883, s.87.

Jeśli ktoś był odważny, powinien wtedy powiedzieć „Wszelki duch Boga chwali”. Jeśli pokutująca dusza odpowie: „I ja go chwalę”, należało dopytać „Czego dusza potrzebuje”, wtedy zazwyczaj dusza wyjawiała swoją prośbę. Najczęściej błagała o modlitwę, Mszę Świętą lub jałmużnę dla ubogich, czasem wymawiała imię dłużnika lub pokrzywdzonego. Jeśli natomiast dusza nie odpowiadała „I ja go chwalę”, należało powiedzieć: „Oto  krzyż Pański,  uciekajcie  strony  przeciwne” – ponieważ uważano, że dusza taka jest potępiona na wieczność.

Bibliografia:

  1. Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883.
  2. Julia Włodarczyk, Zaduszki dawniej i dziś, [w:] http://niematerialne.nid.pl/Dziedzictwo_niematerialne/Czytelnia/Zaduszki.pdf, (dostęp: 31.10.2017).

Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *