Obraz wsi Gołąb w XIX wieku

golab

Zdjęcie lotnicze Gołębia, lata 20-30. XX wieku. Źródło zdjęcia: album „Gołąb wart odkrycia”.

W 1881 roku został wydany II tom Słownika geograficznego Królestwa Polskiego, w którym znajduje się ciekawy opis wsi Gołąb. Obraz Gołębia z końca XIX wieku pojawia się także we wspomnieniach nauczycielki Antoszki, czyli Antoniny Peldy-Śmiszkowej. Gołąb należał do powiatu nowo-aleksandryjskiego. Miejscowość wyróżniało położenie „przy linii drogi żelaznej Nadwiślańskiej, która tu ma przystanek nieotwarty dotąd” (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881, s. 655.). Wieś była znana z bitwy ze Szwedami i konfederacji. Gmina Gołąb liczyła 10 wiosek.

Gleba ziemi od strony Wisły dobra, urodzajna, w stronie wschodniej piaszczysta. W granicach gminy są dwa jeziora, z tych jedno zwane Wspólne, przeszło 50 mr. powierzchni zajmujące, nie bardzo w ryby obfite.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881, s. 664-665.

Pod koniec XIX wieku Gołąb posiadał jedną drogę bitą, „szosę 1-go i 2-go rzędu od ujścia Wieprza do granicy ościennej gminy nowo-aleksandryjskiej, ciągnącej się przez w. 15” (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881, s. 665). Inne gołębskie ulice to ubita ziemia, która wiosną i jesienią zamieniała się w okropne błoto.

Pośrednicząc między chorymi a lekarzami (…) wzywana na poradę, zdążałam z lekami i apteczką z jednego końca wsi na drugi i z powodu niezgłębionego jesienią i wiosną błota, zmuszona byłam czepiać się płotu, stąpając po niższej i trzymając się wyższej żerdzi.

H. Radlińska, Garść wspomnień Antoszki, Warszawa 1936, s. 9.

ul. Folwarki lata 60, Ela Z. 001Ulica Folwarki, Gołąb, lata 60. XX wieku. Źródło zdjęcia: archiwum domowe rodziny Zamojskich.

Dawny Gołąb słynął z pięknych ogrodów i sadów. Można tu było spotkać przede wszystkim wiśnie, grusze, jabłonie, śliwki.

Skutkiem zamiłowania gospodarzy tej wsi do ogrodnictwa, większa część domów otoczona jest sadami drzew owocowych, z których ciągną niemałe dochody.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, Warszawa 1881, s. 665.

babcia emiMieszkańcy ulicy Folwarki w kwitnącym sadzie. Gołąb, lata 20-30. XX wieku. Źródło zdjęcia: archiwum domowe rodziny Zamojskich. 

Kwiatki  i  zioła  atoli  rosną  zazwyczaj  na  kępkach  koło  płotu, albo  na  grządkach  pod  oknem  chaty,  sadzone  podług  fantazyi  młodych  dzieuch.  Kobiety  zamężne,  tak  starsze  jak  i  młodsze, wyrażają  się  o  kwiatach  z  lekceważeniem,  jako  o  próżnych  ozdobach  minionej  już  dla  nich  przeszłości.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. I, Kraków 1883, s. 67-68.

Kobiety sadziły rośliny wieloletnie. W dawnym Gołębiu i innych wsiach województwa lubelskiego najczęściej można było spotkać: lilie białe i żółte, róże, astry, słoneczniki, tulipany, narcyzy, piwonie, jaśminy, bzy, bluszcze, zawilce oraz inne.

Ludność

Pod koniec XIX wieku Gołąb liczył około 2000 mieszkańców [według wspomnień Antoszki], większość stanowiła ludność wyznania rzymskokatolickiego, mieszkało tu 50 Żydów. Ludzie zajmowali się przede wszystkim rolnictwem. Autorzy Słownika geograficznego Królestwa Polskiego doceniają naszych gospodarzy za postęp w rolnictwie: zastąpienie płużyc pługami oraz za zasiewanie roślin pastewnych, np. „koniczyzny i luceryny”.

Zajęcie główne, uprawa roli staranna, przemysł ogranicza się przewozem drzewa do spławu nad Wisłą i opałowego do bliskiej twierdzy iwanogrodzkiej.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881, s. 665.

W Gołębiu znajdowała się szkoła elementarna:

Mieszkańcy wsi Gołąb własnym kosztem pobudowali obszerny dom szkolny, wszelkie wydatki na utrzymanie tego zakładu bez spółudziału tak rządu jak i ościennych wsi ponoszą, uczniów zaś, tak chłopców jak i dziewcząt uczęszcza około stu.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881, s. 665.

We wspomnieniach Antoszki mieszkańcy Gołębia zapisali się jako ludzie dobrzy i życzliwi, wyróżniający się swoim strojem ludowym i mową, prości, pracowici i podobnie jak mieszkańcy innych lubelskich wsi, wierzący w zabobony.

Lud lubelski,  wyznania rzymsko-katolickiego, jest tu jak  wszę­dzie prawie u  nas, nader religijnym w obserwowaniu  przepisów  ko­ścioła, ale zarazem i wielce zabobonnym.  Wszystko złe, jakie  go dotyka, przypisuje działaniu wrogich  mu sił nadprzyrodzonych, nie zaś własnej winie. Jeżeli  chłopek wracając do domu potknie się na polu, wóz swój  wywróci lub pijany będąc zbłądzi z drogi, już to pewno  nabawił go tej przygody psotny djabeł, w różnych po­jawiać  się mogący postaciach, by różne ludziom, a zawsze przy­kre i fatalne płatać figle.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. I, Kraków 1883, s. 29.

Rodziny były wielodzietne i wielopokoleniowe. Wszyscy żyli na podobnym poziomie materialnym. Zamożniejsi chłopi nie wyróżniali się specjalnie od reszty, po prostu mieli więcej ziemi, mogli pozwolić sobie na wynajęcie parobków do pomocy w gospodarstwie i rzadziej dokuczał im głód.

Ostatnia  potrzeba,  jak  n.p.  wykup  od  wojska,  skłania ich  do wydobycia  z  ziemi  lub  jakiego  tajemniczego  ukrycia  koniecznej  kwoty,  którą  częstokroć  w  zapleśniałych  rublach,  dawnych 5cio  lub  10cio-złotówkach,  a  niekiedy  i w  złocie,  bez  wymiany na papiery,  składają.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. I, Kraków 1883, s. 30.

Antoszka poza nauką w szkole, prowadziła wieczorne kursy dla dorosłych, założyła pierwsze w Gołębiu Koło Gospodyń Wiejskich, a także była inicjatorką powstania tajnych szkółek, w których nauczycielami byli jej najzdolniejsi uczniowie.

Stosunki między mną a Gołębiakami układały się coraz milej, coraz serdeczniej. Wesela, chrzciny i pogrzeby rzadko się bez nauczycielki odbywały, a i wieś brała żywy udział w jej prywatnym życiu. Kiedy z przepracowania, niedożywienia i niewygód ciężko zapadłam na zdrowiu, dzieci i rodzice odwiedzali mnie codziennie, a starsze gospodynie z dobrego serca doradzały swojskie leki „bo wiadomo, że doktorzy nie zawsze się poznają”. Jedna przyniosła nawet w szklance czystej okowity, nalanej na prochach udrapanych z pięciu progów, jako najskuteczniejszy lek na ostrupkę (febrę).

-Tylko trza po wypiciu nakryć się czarnym kożuchem, a jak się galancie prześpi, to człek będzie zdrowiusieńki.

H. Radlińska, Garść wspomnień Antoszki, Warszawa 1936, s. 11-12.

Zabudowa wsi

Wśród zabudowań mieszkalnych najbardziej wyróżniała się plebania wybudowana pod koniec XIX wieku, dom ostatniego dzierżawcy Gołębia, tzw. „Michałki”, karczma oraz budynek, w którym znajdowała się szkoła i mieszkanie nauczyciela, które tak opisała Antoszka:

Nowe mieszkanie w Gołębiu miało inne wady. Świeżo zbudowany dom był obszerny. Klasa o pięciu oknach mieszcząca się w południowo-wschodnim narożniku była widna i dzięki dwum piecom ciepła. Za to mieszkanie nauczycielki, zajmującej przeciwny, bezsłoneczny narożnik o jednym piecu, było zimne i wilgotne. W całym domu rosły olbrzymie drzewne grzyby, księżyc podczas pełni zaglądał szparami w ścianach, zimą zaś marzła woda w szklance przy łóżku.

H. Radlińska, Garść wspomnień Antoszki, Warszawa 1936, s. 7.

golab Gołąb, lata 30. XX wieku. Źródło zdjęcia: album „Gołąb warto odkrycia”.

Ta szkoła to być może budynek znajdujący się na miejscu dzisiejszego Gminnego Ośrodka Kultury. W tym jasnym budynku na tle powyższego zdjęcia, przed II wojną światową, mieściła się siedziba Gminy Gołąb, kasa oraz szkoła. Jan Skotnicki, artysta malarz urodzony w Bobrownikach, zdawał w szkole w Gołębiu egzamin z kursu szkoły powszechnej i pozostawił takie wspomnienie o szkole:

Tak żyjąc dorosłem do lat dziewięciu. Ojciec wtedy zawiózł mnie do Gołębia. Była to wieś o 7 km od nas odległa, wysoce kulturalna, znana w historii z bitwy ze Szwedami oraz z konfederacji. Pośrodku niej, niedaleko od wyjątkowego, pięknego kościoła mieściła się szkoła ludowa. Nauczycielką tej szkoły była panna Pelda, była pochodzenia czeskiego.

Jan Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, Warszawa 1957, s. 14.

Domy powstawały jeden przy drugim, tworząc zwartą zabudowę wsi. Poza chałupami, na każdym podwórzu znajdowały się budynki gospodarcze, czyli szopy, obory i „kumory” na zboże. Stodoły wznoszono zazwyczaj na łąkach. W podwórzach znajdowały się piwnice, tzw. ziemianki, w których przechowywano warzywa, a latem również mleko.

Chłopska Chałupa

Dawni mieszkańcy Gołębia mieszkali w małych, drewnianych chałupkach. Domy były bielone na biało lub na niebiesko, szpary między deskami zapychano tzw. gałganami, czyli kawałkami materiału ze starych ubrań. Choć wszystkie były podobne do siebie, to w całej wsi nie można było znaleźć dwóch identycznych chałup. Każdy gospodarz wybierał miejsce pod budowę domu i podwał wymiary pomieszczeń. Materiał na chałupę wybierano starannie, najczęściej były to stuletnie drzewa.

Paweł Rułka 001Rodzina z Gołębia na tle chałup, Gołąb lata 30. XX wieku. Źródło zdjęcia: archiwum domowe rodziny Zamojskich. 

Domy składały się z trzech część: sieni, w której karmiono zwierzęta, dużej izby z piecem i komory – spiżarni, w której trzymano zapas jedzenia oraz odzież.

Sień była pierwszym pomieszczeniem, do którego wchodziło się głównym wejściem i służyła do karmienia zwierząt, znajdowały się w niej koryta dla świń i dla kur – tak było w domach, do których dobudowano pomieszczenia dla zwierząt (pod koniec XIX wieku bardzo często zdarzały się przypadki kradzieży krów lub trzody chlewnej). Gospodynie przygotowywały posiłki dla zwierząt w izbie. W sieni stały wiadra z obierkami. To właśnie tu znajdował się główny próg, bardzo ważne miejsce w domu, z którym wiązały się różne przesądy:

Nie  można  się  przeto  witać  na  progu  (ani  przez  próg),
albowiem  to  wielką  sąsiedzką  nieprzyjaźń  oznacza,  dowodzi  złe  życzenie,  a  nawet  sobie  z  tego  wróżą  jakieś  nieszczęście.  „Bodaj  żaden  wróg,  nie  stąpił  na  twój  próg”.  Jest  to  życzenie  dobrego sąsiada,  które  już  przeszło  w  przysłowie.
Nigdy  żebrak  zabobonny  nie  przyjmie  chleba  przez  próg
podanego;  ale,  albo  go  winien  (żebrak)  przestąpić,  albo  żąda  aby  mu dający  dawał  za  progiem  (t. j.  by  dający  próg  przestąpił,  zbliżając się  do  żebraka);  inaczój,  znaczy  to  nieszczerość  i  nieżyczliwość  jałmużny,  która  mu  w pożytek  nie  pójdzie”.

O. Kolberg, Lubelskie, cz. II, Kraków 1883, s. 123.

Komora, zwana w Gołębiu „kumorą” była pomieszczeniem, w którym przechowywano mąki i kasze przykryte ciężkimi denkami, nabiał, kiszoną kapustę oraz sprzęty, jak np. maślniczkę. W komorze znajdowała się skrzynia (kufer), a w niej czysta bielizna: pościel, obrusy, ręczniki oraz świąteczne ubrania domowników. Tym pomieszczeniem zarządzała gospodyni, zamykała je na klucz. W komorze była zazwyczaj drewniana podłoga.

Izba była ciasna:

(…) 7-8 łokci w kwadrat mającą izdebkę, w której mieszczą się po dwie rodziny, każda z kilku ludzi się składająca, które prócz tego trzymają pod łóżkiem kartofle przez zimę i po parę sztuk drobiu!

Antoszka, Higiena ludu, Warszawa 1896, s.78.

Okna znajdowały się najczęściej we wschodniej lub/i południowej stronie domu. Zazwyczaj były małe i rzadko je otwierano.

Zaprawa, używana do tynkowania ścian, skła­da się, jak wiadomo, z piasku i wapna, zarobio­nych wodą. Ściany takie po otynkowaniu zdają się być zupełnie suche po krótkim przeciągu czasu; dopiero wtedy,gdy izby zostaną zamieszkałe, na­gle okazuje się na ścianach wilgoć.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s.106.

Najważniejszym miejscem w izbie był piec z zapieckiem, służącym do spania. Zapiecek był również bawialnią dla dzieci. Przy piecu znajdowała się szeroka ława, która również służyła za posłanie. Rozkładano na niej stary kożuch. Stół był mały, czasem nazywano go „taboretem”, posiłki spożywano z jednej miski. W izbie znajdował się kredens, gdzie odkładano naczynia, zazwyczaj kredens posiadał zamykaną szafkę, w której przechowywano chleb.

Izba była otwarta również dla zwierząt, gospodynie pozwalały, aby kury i gęsi znosiły w niej jaja. Zimą w izbie wcześnie zapalano lampy lub świece, od rana palono w piecu. Główne pomieszczenie w domu nie było dobrze wietrzone, panował zaduch:

Są przecież chłopi, szczególniej starzy, z osłabionemi płucami, którzy całą zimę sypiają w stodole, bo wyleżeć w chałupie nie mogą.

Antoszka, Higiena ludu, Warszawa 1896, s.81.

W chałupie panował nie tylko zaduch, ale i bród. Zapracowane kobiety nie miały czasu na dbanie o czystość izby, w której oprócz ludzi, przebywały też zwierzęta.

Chcąc utrzymać porządek w izbie, nie trzeba jej dobrowolnie zanieczyszczać przez dawanie w niej jeść świniom, gęsiom i kurom, oraz wysadzanie małych dzieci po kątach. Nie należy też w izbie pod żadnym pozorem trzymać brudnej bielizny, kartofli pod łóżkami, obierzyn w kurzu, ani po­myj w szafliku (…).

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 88.

W ścianach każdego domu znajdowały się szparki i dziury, którymi do izby wchodziło różne robactwo, prusaki, karaluchy, pająki, mrówki. Latem w izbie roiło się od much, pluskwy zajmowały ramy obrazów i łóżka, różne robactwo mieszkało w siennikach, powszechnie panowała wszawica u drobiu. Podwórza w niemal każdej wsi wyglądały tak samo.

Często gęsto po kładce przez gnojówkę przechodzi się do chałupy lub obory. (…) Czasami brodzą w gnojówce po kostki lub nawet wyżej i nie brzydzą się tego. (…) Drugą niezmiernie ważną z wielu względów rzeczą są porozrzucane po całem podwórzu, a najwięcej w pobliżu chałupy — nieczystości ludzkie. Na wsiach nie ma zwyczaju budować wychodków, gdzie by ludzie przyzwoicie załatwiać się mogli.

Antoszka, Higiena ludu, Warszawa 1896, s. 86-87.

Przed zimą chłopi gacili chałupy, okrywając je tym, co mieli, słomą lub „grochowizną”. Raz lub dwa razy w roku bielono chałupę w środku i na zewnątrz.

Piękne wspomnienie rodzinnego domu znajduje się w wierszu Stanisławy Pogody, poetki ludowej z Gołębia:

(…)

Dom taki prosty, z jednym oknem w ścianie,

Jedne drzwi od wschodu i jedno posłanie.

A podłoga z gliny była udeptana,

I jedna fajerka na kuchni wepchana.

Na bielonej ścianie jeden obraz wisiał,

Matka Boska z otwartym sercem – pamiętam do dzisiaj.

Stół kulawy przy ścianie, trzy ławki koło niego,

A pośrodku stołu stał święty Antoni, patrzył w górę – w niebo.

Dach miał najskromniejszy, prostą słomą kryty,

A na szczycie dachu był napis wyryty.

(…)

S. Pogoda, Mój Dom, 1970.

Wszystkie cytaty podano w pisowni oryginalnej.

Bibliografia:

  1. Antoszka, Higiena ludu, Warszawa 1896.
  2. Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896.
  3. Oskar Kolberg, Lubelskie cz. I, Kraków 1883.
  4. Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Kraków 1883.
  5. Helena Radlińska, Garść wspomnień Antoszki, Warszawa 1936.
  6. Jan Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, Warszawa 1957.
  7. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. II, Warszawa 1881.

 


Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

2 Comments

Add Yours
  1. 1
    mg

    Na zdjęciu lotniczym nie widać „grzybka”, wzniesienia jakie było przy skrzyżowaniu Puławskiej i Krzywej.
    Czy może zachowała się jakaś jego fotografia? Czy to wzniesienie może nie było naturalne?

    • 2
      Gołąb nad Wisłą

      Dzień dobry, na zdjęciu nie widać tego skrzyżowania, więc nie widać też „grzybka”. Niestety nie posiadamy żadnej fotografii tego wzniesienia. Wydaje mi się, że to było naturalne wzniesienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *