Dawne zwyczaje pogrzebowe

cmentarz

Kobiety na cmentarzu w Gołębiu, data wykonania fotografii nieznana. Źródło zdjęcia tu

Dawnej ludzie umierali najczęściej jesienią lub zimą, w czasie panowania chorób zakaźnych lub z powodu zapalenia płuc. Choroby układu oddechowego rozpoznawano po charakterystycznym kaszlu, duszności, bólu w klatce piersiowej. Dawniej zgon stwierdzała osoba z rodziny lub „babka”, ludowa znachorka, kobieta, która zajmowała się przyjmowaniem porodów, leczeniem ziołami i odczynianiem uroków. Śmierć była czymś naturalnym, ludzie umierali w swoich domach, wśród bliskich.

Zgon/umieranie

Moment umierania był chwilą powagi, domownicy starali się pomóc konającemu w odejściu, np. kadzono łoże chorego ziołami, podawano gromnicę w rękę i modlono się. Uważano, że długie konanie jest karą za grzechy. W chwili konania, przy bliskim gromadziła się cała rodzina, sąsiedzi i przyjaciele. Konającemu podawano do rąk różaniec lub szkaplerz, dzwoniono w specjalny domowy dzwonek dla umierających. Przedłużające się konanie starano się skrócić, stosując różne zabiegi ludowe, wierzono, że to kurze pierza z poduszki nie chcą wypuścić duszy chorego, więc wyjmowano je. Chorego kropiono wodą święconą, okładano poświęconymi ziołami, układano na podłodze na rozłożonej słomie, myto jego ciało, otwierano wszystkie ona i drzwi w domu, ab ułatwić wyjście duszy. W czasie konania obowiązywał zakaz lamentowania i płakania, ponieważ wierzono, że każdy hałas utrudnia odejście. Płacz zatrzymywał duszę, która słysząc go, wracała do ciała i sprawiała, że chory męczył się dłużej.

Mieszkańcy wsi najbardziej bali się śmierci nagłej, przychodzącej niespodziewanie, której niczym nie umieli sobie wytłumaczyć. Ktoś był zdrowy, a nagle umarł. Taka śmierć nie była uważna za dopełnienie dobrego, godnego życia. Ludzie doskonale znali słowa modlitwy: Od nagłej, a niespodziewanej śmierci, zachowaj nas Panie. W Gołębiu wierzono, że nagłą śmierć może spowodować „zły wiatr”, który wleci do mieszkania przez uchylone okno. Dlatego rzadko otwierano okna domostw, a wszelkie domowe przeciągi, tzw. „cugi”, budziły lęk.

Gdy tylko chory skonał, zamykano mu oczy, aby swoim wzrokiem nie rzucił uroku na kogoś bliskiego i nie zabrał go ze sobą. Ręce składano dłoń w dłoń, po to, aby zmarły nie pragnął już żadnych ziemskich rzeczy, zamykano mu usta, aby nikogo nie zawołał. Ciało zmarłego myto i ubierano do trumny – tym zajmowały się starsze kobiety lub „babka”. Jeśli zmarło dziecko, do trumny ubierała je matka chrzestna.

Starano się wyprzedzić śmierć, przygotować się na nią. Zdarzało się, że choremu jeszcze za życia sprawiano trumnę i ubranie do niej. W Gołębiu, jeszcze w latach 40-50. XX wieku pewna matka chrzestna, widząc beznadzieje chore dziecko, poszła na piechotę do Puław i kupiła chłopcu białe podkolanówki do trumny. Dziecko przeżyło.

Zawiadomienie o śmierci członka rodziny

Uważano, że dom, w którym przebywało ciało zmarłego, jest w tym czasie nieczysty, o czym należało ostrzec innych ludzi, wieszając przed chałupą czarną wstążkę. We wsiach lubelskich zwyczajem zawiadamiania o śmierci i pogrzebie było podzwonne:

Zaraz po śmierci czyjejkolwiek z domowych, idą do księdza
i dają pieniądze na podzwonne, by dzwoniono trzy razy dniem t. j. rano, w południe i wieczór, aż do trzeciego dnia. Nazajutrz wyprowadzają zwłoki do kościoła, a na trzeci dzień na cmentarz.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 132.

Chodzenie z obrazkiem w Gołębiu

W Gołębiu, jeszcze po II wojnie światowej, rodzina, w której ktoś umarł, zawiadamiała sąsiadów i wieś posyłając obrazek kolędowy. Z tym obrazkiem nie można było wejść na podwórze ani do domu, czekało się przy furtce na ulicy, wypowiadało się zdanie „Umarł NN” i podawało się obrazek kolejnej osobie, a ta zanosiła go przed chałupę kolejnych gospodarzy i tak obrazek wędrował po wsi.

Chodzenie z krzyżem w Bonowie

W Bonowie, podobnie jak w wielu innych wsiach lubelskich, chodzono z krzyżem:

Tradycją smutną i inną niż wszędzie było w Bonowie przekazywanie z domu do domu drewnianego krzyżyka, który był formą zawiadamiania o śmierci i pogrzebie członka ich społeczności. Krzyż ten pozostał na bonowskiej ziemi wraz z innymi zrobionymi z tej przyczyny przy dużym krzyżu na rogatce. Pozostawiano go tam podczas wyprowadzania ciała do kościoła i na cmentarz w Gołębiu.

A tam szumi tylko las. Dzieje przesiedlonej wsi Bonów, oprac. Halina Osiak, Towarzystwo Przyjaciół Gołębia 2014, s. 24.  

Pilnowanie ciała zmarłego

Sąsiedzi i krewni zmarłego spełniali obowiązek czuwania przy ciele zmarłego. Pogrzeb odbywał się zazwyczaj dwa lub trzy dni po śmierci. W tym czasie należało czuwać przy zwłokach. Latem, w upalnie dni, mieszkańcy wsi musieli radzić sobie z problemem psucia się zwłok, starano się ochłodzić ciało zimną wodą. W XX wieku w Gołębiu ciało zmarłego w trumnie wstawiano na noc lub dwie do Domku Loretańskiego.

Ubranie do trumny

Starsi ludzie zabezpieczali sobie ubranie do trumny. Musiało ono być odświętne, szykowne. Starano się, aby ubrać zmarłego w coś nowego lub chociaż założyć mu nowe buty. Dawniej na wsi oszczędzano głównie na butach, ludzie chodzili na boso przez większość roku. Dzieci w trumnie leżały boso, ubrane jedynie w koszulkę z białego płótna, specjalnie przygotowaną na ten moment. Kawalerów i panny, którzy umarli zanim zdążyli zawrzeć sakrament małżeństwa, ubierano w strój ślubny. Mężatkom zakładano chustkę na głowę. Strój do trumny zależał od zamożności zmarłego. W wielu wsiach lubelskich gospodarzy chowano bez butów, stopy owijano białą tkaniną. W Gołębiu zmarłym zakładano buty do trumny:

Nierozsądnie robi ten, kto mówi, źe nie ma na obuwie. Obuwie zabezpiecza nam zdrowie, które jest największem szczęściem na świecie; gdy go zabraknie wszelkie majątki cenę tracą. Na wszystkiem oszczędzać można i zamiast 5 spódnic, 8 fartuchów, kilku kamizelek, kaftanów i szali, kupić sobie jedną parę obuwia więcej na rok. Cóż, kiedy kamizelkę, fartuch, kaftan, spódnicę ludzie w kościele i na jarmarku zobaczą, a że mam dwie pary butów nikt się niespostrzeże. Naturalnie, ale jak umrzesz, jak cię po śmierci wieźć będą na cmentarz, to cię cała wieś zobaczy, dopiero to ich zakasujesz.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 107.

 

Rzeczy dla zmarłego

Pod poduszkę, na której leżała głowa zmarłego w trumnie, wkładano święcone wianuszki z Bożego Ciała lub suszone zioła. Do rąk wkładano różaniec i święty obrazek. Mężczyźnie wkładano czapkę i rzecz, której często używał, np. fajkę, tabakierę lub laskę podróżną. Uważano, że zmarłego należy wyposażyć w te rzeczy, które bardzo lubił za życia i których codziennie używał. Jeśliby o czymś zapomniano, wierzono, że zmarły upomni się o to po pogrzebie, np. przyśni się komuś z rodziny i powie, czego mu brakuje. Dawniej wierzono, że obcięte włosy, paznokcie i wyrwane zęby lub zęby, które same wyleciały, wciąż należą do ciała człowieka – zbierano je do specjalnego woreczka, który również wkładano do trumny zmarłego. Dzieciom wkładano do trumny ulubione zabawki. Niezamężnym dziewczętom wkładano kwiaty i wianek do rąk.

Modlitwy nad zmarłym i pożegnanie zmarłego w domu

Gdy ciało zmarłego było już umyte, ubrane i położone w trumnie, nadchodził czas pożegnania.

W czasie, gdy ciało leży jeszcze w domu, przychodzą w od­wiedziny krewni i znajomi nieboszczyka. Już wówczas beczka go­rzałki i druga piwa jest przygotowaną, a każdy z odwiedzających spełnia po parę kieliszków lub szklanek trunku. Gdy się wieczorem rozejdą, gospodarujący w domu pozosta­wia zawsze na stole jeden jeszcze pełny kieliszek gorzałki lub szklankę piwa wraz z kawałkiem chleba, ciasta i pieczeni na noc dla duszy nieboszczyka. Czynią to i na drugą noc, i w ogóle dopóki ciało zmarłego nie zostanie pochowanem. Ponieważ kieli­szek równie jak i stół znajdują nazajutrz próżnym, więc znak to nieomylny, że i dusza także o przeznaczonym dla niej posiłku nie zapomniała.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 133.

Wierzono, że dusza nie odchodzi zaraz po zgonie, ale przez jakiś czas przebywa jeszcze w domu zmarłego. Istniał zakaz sprzątania w izbie przez 30 dni po śmierci domownika, wierzono, że zamiataniem można wyrzucić duszę. Po zgonie rozpoczynał się czas modlitwy i lamentu, wierzono, że nieboszczyk musi usłyszeć, że go opłakują, dlatego przy ciele zmarłego czuwały kobiety, które głośno lamentowały i śpiewały pieśni pogrzebowe, odmawiały różaniec. Wspominano dobre czyny zmarłego, nie można było powiedzieć niczego złego na temat osoby, która odeszła. Płacz mógł trwać tylko do pogrzebu, potem uważano, że dusza, za którą się rozpacza po pochówku, nie może osiągnąć zbawienia.

Pogrzeb

Trzeciego dnia po zgonie wyprowadzano ciało zmarłego z domu. Ten moment gromadził całą wieś. Każdy musiał pożegnać się ze zmarłym całując go w rękę lub w czoło lub dotykając trumny. W tym czasie należało wybaczyć zmarłemu wszystkie winy. Na moment wyprowadzenia, otwierano w domu wszystko, co był zamknięte, okna, drzwi, skrzynie itd., aby dusza nie mogła się nigdzie schować i podążyła za zmarłym, opuszczając dom. Trumnę nieśli przyjaciele i sąsiedzi zmarłego, jeśli droga do kościoła była zbyt długa, trumnę wieziono wozem. Gromada wiejska odprowadzała zmarłego pod krzyż lub pod figurę, tu jeszcze raz żegnano się z nim. W niektórych wsiach lubelskich specjalny mówca wygłaszał mowę pożegnalną w imieniu rodziny zmarłego, przepraszając za jego złe uczynki. W Gołębiu trumnę wprowadzano do kościoła i odprawiano nabożeństwo żałobne. W pogrzebach uczestniczyły dzieci.  Zwyczaj zabierania dzieci na pogrzeby opisała Antoszka, nauczycielka z Gołębia.

Najgorszy jeszcze, jaki może być zwyczaj, jest branie dzieci na pogrzeby do kościoła. Często bowiem umarły chorował na zaraźliwą chorobę, jak: ospę, tyfus, szkarlatynę; dziecię, jako słabe i delikatne, łatwiej się może zarazić niż stary; przytem, choćby choroba nie była zaraźliwa, to po wsiach, osobliwie gdzie parafia liczna, a tylko jeden jest ksiądz, tam umarły po kilka dni oczekuje na pogrzeb, zatem ciało psuć się zaczyna przed pochowaniem, czego dowodem odurzający zaduch zgnilizny, jaki się z trumny wydobywa, a czasami cieknąć z niej zaczyna. Nie zdrowo to jest bardzo dla dorosłych, a tem bardziej dla dzieci, które jeszcze [bardziej] są narażone. [Po] powrocie z cmentarza [biorą dzieci] na wytrzymanie parę godzin, podczas stypy i poczęstunku, na kolanach matki lub w płachcie na ławie. Ze względu na zdrowie pozostałych ludzi nie powinno się nigdy tak długo umarłego w domu trzymać.
Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 114-115. 

 

Stypa

Powszechnym zwyczajem związanym z pogrzebem, była stypa.

Zaraz po pogrzebaniu zwłok następuje w domu nieboszczyka objad (stypa). Zasiadają wówczas wszyscy ławy na około ścian ustawione, i zajadają ze stołów biesiadnych biorąc potrawy, mia­nowicie: pieczonki różne (n. p. wołowinę, cielęcinę, baraninę) jeśli jest to dzień mięsny,— śledzie zaś z miodem i cebulą, kapustą i t. d ., jeżeli dzień postny. Przed spożyciem objadu odśpiewują pieśń nabożną (różaniec), a przy objedzie nie zaniedbują do­brze zapijać ku pamięci nieboszczyka. Objad taki kosztuje czasa­mi 60 do 80 rubli.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 133.

Zwyczaje i wierzenia związane z pogrzebem

W okolicach Lublina zachowują następujące zwyczaje:
1. Kiedy umarłego wynoszą z domu, otwierają wszystkie drzwi
(jak np. drzwi izby, komory, stodoły, stajni i t. d.), otworzą skrzy­nię, odkryją dzieźkę (do chleba), odsuną szufladę i t. p. ażeby dusza umrzyka wyszła sobie za ciałem, a nie straszyła.
2. Jeżeli człowiek hodujący pszczoły, dotknie się trupa n- bierając go lub kładąc do trumny i t d., wtedy mu pszczoły z a ­
m r ą (wyginą).
3. Przy wyjściu z mieszkania umarłego (i w ogóle) spotkać
kogoś z próżnemi konewkami, oznacza niepowodzenie, z pełnemi szczęście.
4. Po umarłym słomę na której zmarł, wyrzucają na drogę,
a potem, gdy takowa poleży dzień lub mniej, palą ją. Zrobić to powinna babka siedząca przez noc przy ciele.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 134. 

Odwiedzanie zmarłych na cmentarzu

Ludzie chodzili rzadko na cmentarz. Zmarłego odwiedzano w rocznicę jego śmierci i Dzień Zaduszny.

Podobnież czynią w rocznicę śmierci nieboszczyka krewne­go, w który to dzień zwykli odprawiać wprzódy żałobne nabożeń­stwo. Równą też ucztą obchodzą i dzień zaduszny.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 134.

Przed Dniem Zadusznym oczyszczano mogiłę z chwastów, poprawiano jej kształt i ustawiano w niej małą świeczkę.

Bibliografia:

  1. Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896.
  2. Ilona Gumowska, Piotr Lasota, Obrzędy pogrzebowe na Lubelszczyźnie, http://teatrnn.pl/leksykon/node/1051/etnografia_lubel-szczyzny_%E2%80%93_obrz%C4%99dy_pogrzebowe_na_lubelszczy%C5%25-BAnie,%20dostep:%2020%20czerwiec%202015, [dostęp 24.04.2017].
  3. Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962.
  4. A tam szumi tylko las. Dzieje przesiedlonej wsi Bonów, oprac. Halina Osiak, Towarzystwo Przyjaciół Gołębia 2014.

Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *