Wilia św. Jana

img023

Zespół Pieśni i Tańca przy OSP Gołąb, Gołąb, lata 70. XX wieku, źródło zdjęcia: materiały własne OSP. 

Sobótka to święto związane z przesileniem dnia z nocą przypadające na wigilię św. Jana (24 czerwca), to jedno z najstarszych obrzędów słowiańskich, sięgające czasów pogańskich i żywe w tradycji wiejskiej aż do XX wieku. W Sobótkę wróżono pogodę na resztę roku, cieszono się z zakończenia głodnego przednówka, urządzano wesela i zabawy – to wszystko ma swoje odzwierciedlenie w przysłowiach ludowych.

Lubelskie przysłowia na św. Jana:

„Już  świętego  Jana, ruszajmy  do  siana”.

Tak  mówią  gospodarze  do  siebie,  gdyż  już  wtenczas  powszech­nie  sianokos  się  zaczyna.

„Jutro święty  Janek, puśćmy  na  wodę  wianek”.

Tak  mówią  do  siebie  dziewki  wiejskie,  chcąc  się  dowiedzieć, która  wprzódy  za  mąż  pójdzie.  W  wigilią  ś.  Ja n a  stają  nad  rzeką na  moście  i  puszczają  wianki,  a  której  wianek  wyprzedzi,  ta  się wróżbą  swą  najwięcej  cieszy.

„Kiedy  się  Jasio  rozpłacze,  (24  Czerwca) Matka  go  nie  utuli,  (N.  Panny  16  Lipca) to  będzie  płakał  do  świętej  Urszuli”.  (21  Pażdz.)

To  je s t:  kiedy  deszcz  zacznie  padać  na  ś. Jan,  a  nie  przestanie padać  na  N.  Pannę  Szkaplerzną,  potrwać  może  słotny  czas  prawie  bez przerwy do ś. Urszuli.  (Tak  się  u nas  sprawdziło  w  roku  1840  i  1847).

„Kiedy  Bez  kcie  (kwitnie)  —  najgorzej  się  jeść  chce,a  kiedy  mak,  —  to  nie  tak“.

Skoro  mak  kwitnie,  to  w  tej  porze  już  są  jagody  jak  np.  po­ziomki  i  potem  czernice,  a  w  ogrodach  je s t  już  marchew,  rzodkiew nawet  rychłe  kartofle.

Toć  wtenczas  przecie,  —  gdy  w  lecie, z  lada  czego  obiad  się  splecie”.

Ubodzy  włościanie  żywią  się  gotowanemi  chwastami,  zieleniną, na  którą  są  najlepsze  pokrzywy  i  łoboda.

Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962, s. 119-120. 

Obrzędy związane z wigilią św. Jana najsilniej zakorzeniły się wśród ludzi mieszkających w pobliżu jezior i rzek.

Gołębskie zwyczaje związane z wigilią św. Jana:

Zdobienie chałup – za strzechę chałup wkładano łopian i bylicę, zajmowały się tym dziewczęta i kobiety, rośliny zawieszane na budynkach miały swoje magiczne zastosowanie: wywar z łopianu na problemy z trawieniem, a liście z łopianu na bóle głowy, natomiast opaska z bylicy chroniła przed demonami wodnymi, a okadzanie bylicą miało odpędzić burze i chmury, bylicę palono dla „zduszenia” robactwa lub „zabicia” smrodu domowych zwierząt.

Łamanie naci cebuli i czosnku – kobiety wiązały węzły na cebuli i czosnku, aby urosły większe głowy.

Rzucanie wianków na wodę – dziewczęta puszczały wianki przed wschodem słońca, wianki były uwite z ziół macierzanki, rozchodnika lub mirtu, dwa wianki w środku zapalona świeczka, czyj wianek pierwszy dopłynął do wyznaczonego miejsca, ten wróżył właścicielce szybkie zamążpójście, jeśli czyjś wianek zatonął, wróżyło to śmierć dziewczynie lub jej kawalerowi.

Kwiat paproci – w Gołębiu opowiadano, że kto zerwie o północy kwiat paproci, ten przyprowadzi do domu diabła.

Najważniejszym obrzędem sobótkowego wieczoru było palenie ognia. Dawniej, we wsiach lubelskich, przed rozpaleniem ogniska w wigilię św. Jana gaszono wszystkie inne ogniska we wsi. „Nowy ogień” rozpalano nad wodą i od niego rozpalano ogniska w domach. Do ognia wrzucano lecznicze zioła (najczęściej bylicę, pokrzywę czy piołun), które miały uchronić ludzi od chorób, niepowodzenia i wszelkich nieszczęść oraz oczyścić powietrze od zarazy. Ważnym elementem tych ceremonii było skakanie przez ogień, wróżono, że im wyższy skok, tym wyższe urośnie zboże lub len. Poza tym wierzono, że woda „poświęcona przez św. Jana” ma oczyszczającą i leczniczą moc, dlatego należało się w tym dniu wykąpać.

Opowiadano legendę o kwiecie paproci, który kwietnie tylko raz w roku, o północy w lesie. Wierzono, że ten, kto znajdzie kwiat paproci, stanie się szczęśliwy i bogaty lub przeciwnie, spotka go nieszczęście. Młodzież wyruszała na poszukiwania, ale najczęściej tuż przed lasem rezygnowano z nich i zawracano do wsi. Kwiat paproci budził ciekawość i jednocześnie jakąś obawę, lęk. Starsi ludzie ostrzegali, że kwiatu nie da się znaleźć i lepiej go nie szukać.

Zabezpieczano pola przed nieurodzajem lub niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, gałązki leszczyny wtykano w łany zbóż, aby ich wichura nie powaliła, zaś łopian w zagony lnu, aby rósł duży.

Opowiadano również o tym, że tego dnia spod ziemi odzywały się głosy zatopionych dzwonów i ludzi. Sobótki to również czas zabawy dla dziewcząt i chłopców, kojarzenia par i wróżenia ożenków.

Pieśń z Wili św. Jana popularna we wsiach w okolicach Puław:

Hej Janie, Janie zielony!

Padają liście na wszystkie strony,

A Stachu parobeczku

szukaj se żony.

Kiedyż jej będę, u Boga, szukać?

Oj pójdę ja do Adamków

W okienko pukać.

Puk, puk w okieneczko,

Wyjdź Marys’, kochaneczko

Sama jedyna.

Marysia wyszła, rączkę mu dała.

A witajże, witaj, witaj mój

Jasieńku

Będę cię chciała…

Etnografia Lubelszczyzny – cykl roczny w życiu wsi – czerwiec, [w:] Leksykon Lublin, oprac. Piotr Lasota, http://teatrnn.pl/leksykon/node/3279/etnografia_lubelszczyzny_–_cykl_roczny_w_życiu_wsi_–_czerwiec

Sobótki obchodzone były przez całą społeczność wiejską, wszyscy przychodzili na palenie ogniska nad wodą. W niektórych regionach Lubelszczyzny panowało przekonanie, że jeśli jakaś gospodyni nie przyszła, to znaczy, że jest czarownicą.

Bibliografia:

  1. Jan Adamowski,  Mariola Tymochowicz, Obrzędy i zwyczaje doroczne z obszaru województwa lubelskiego (próba słownika), [w:] Dziedzictwo Kulturowe Lubelszczyzny. Kultura Ludowa, pod. red. Alfreda Gaudy, Lublin 2001.
  2. Oscar Kolberg, Lubelskie, cz. I, Wrocław 1962.
  3. Etnografia Lubelszczyzny – cykl roczny w życiu wsi – czerwiec, [w:] Leksykon Lublin, oprac. Piotr Lasota, http://teatrnn.pl/leksykon/node/3279/etnografia_lubelszczyzny_–_cykl_roczny_w_życiu_wsi_–_czerwiec [dostęp: 30.06.2017].

 

2 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *