Dawne choroby i sposoby leczenia

przy kiosku

Przy kiosku w Gołębiu, źródło zdjęcia tu.  

Dawniej pielęgnacją chorych domowników zajmowała się gospodyni, leczenie należało do jej codziennych obowiązków. Choroby (poza zarazami) i różne dolegliwości były czymś zupełnie naturalnym, co wplatało się w rytm życia. Czasem, gdy matka i żona nie umiała poradzić sobie z poważnymi objawami choroby, prosiła o pomoc sąsiadki, kuzynki i „babkę”, która znała wiele magicznych sposobów leczenia.

Przyczyny chorób

W XIX wieku w Gołębiu ludzie byli pochłonięci pracą na polu, nie mieli zwyczaju dbania o czystość w chałupie i wokoło niej. Nie przestrzegano podstawowych zasad higieny takich, jak mycie rąk przed posiłkiem, codzienne czesanie włosów, wieczorne mycie całego ciała. Antoszka, nauczycielka w Gołębiu, nakazała dzieciom mycie się i czesanie przed pójściem do szkoły, co spotykało się z niezadowoleniem ze strony rodziców. W wiejskich, ciasnych chałupach, w których mieszkało po kilkanaście osób, roiło się od różnego rodzaju robactwa: pluskiew w pościeli i w łóżkach, stonóg, karaluchów, prusaków, mrówek i innych. Ludzie cierpieli na niedobory witamin, co objawiało się krostami przy ustach, opryszczkami i zajadami. Gospodynie nie miały w zwyczaju obmywania rąk przed dojeniem krów i przed przygotowaniem posiłku dla całej rodziny. Kury i świnie karmiono w izbie, niektórzy przez zimę przechowywali zapas ziemniaków pod łóżkiem. Kobiety, bez względu na porę roku, ubierały się w jedną koszulę i jedną spódnicę, małe dzieci, bez względu na płeć, nosiły koszulki do kolan. Wszędzie chodzono na boso, buty zakładano tylko od święta.

Do najpopularniejszych przyczyn różnych chorób należały:

  • wielogodzinna praca na słońcu z odkrytą głową (kobiety), przegrzewanie głowy latem przez noszenie wełnianych czapek (mężczyźni) przyczyniały się do udarów słonecznych;

I tak na przykład w Gołębiu w guberni lubelskiej, dziewczęta chodzą cały rok z gołemi głowami. Podczas największych upałów żną w polu z gołemi głowami, jako też w czasie najtęższych mrozów bez okrycie głowy chodzą do kościoła, bo tak ładnie. Za to w dzień powszedni jak obwiąże głowę dużą szalinową chustką, kiedy idzie krowy doić rano, to już chodzi w niej i po chałupie i nie zdejmuje na noc, a czasem i sypia w niej.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s.98.

  • brak noszenia bielizny, kobiety i dzieci nie nosiły majtek, stąd częste choroby układu moczowego:

Jedną ważną rzeczą, jaką kobiety wiejskie w modę wprowadzić powinny, jest noszenie majtek, osobliwie w zimie, a pozbyłyby się tym sposobem mnóstwa różnych chorób i dolegliwości, które je trapią niemiłosiernie.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 102.

  • spożywanie nieumytych owoców i warzyw powodowało biegunki:

O ile wszakże dojrzałe owoce bardzo dobrze oddziaływają na żołądek, o tyle niedojrzałe psują go i sprowadzają ciężkie choroby ujawniające się boleściami, rozwolnieniem, które często, szczególniej u małych dzieci, śmiercią się kończą. (…) tymczasem powszechne w całej wsi prawie rozwolnienie u dzieci wszystkich przytrafia się w lecie.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 20-21.

  • brak higieny osobistej; Antoszka opisała dwa sposoby mycia się po całym tygodniu praktykowane przez mieszkańców wsi:

Ale i otóż nadeszła niedziela. Kto idzie do kościoła myje się dziś przecież, kto zostanie w domu, no to mniejsza. Ale jakie to mycie bywa. Jeden bierze półkwartek i idzie przed próg, drugi nastawia ręce, opłucze je jak ksiądz przy Mszy Świętej, potem jeszcze raz nabierze garść wody, obmyje nią twarz, utrze się brudną koszulą, którą dziś zrzuci i już gotów do nowej kamizelki i sukmany i czapki. Tymczasem na rękach mu się tylko brud rozmazał, po twarzy porobiły mu się wzory i fiory z brudu, skóra czarniejsza od niewyczernionego buta, a w zakrętach uszów to już motyką wygrzebywać można. Ale co to szkodzi. Na szyję zawiąże się wełniany szal, na uszy spuści się włosy i zakryje wtem wszelkie brudy ludzkie.

Jest jeszcze inny, praktyczniejszy sposób mycia się, bo przy tem nie potrzeba nikogo do pomocy i zarazem przy myciu kropi się izbę do zamiatania. Bierze się wody w gębę i wypuszcza ją potrosze na ręce, ręce się opłukuje i twarz obmywa jak wprzódy, ale teraz biega się prędko po izbie, żeby się woda w jednym miejscu nie wylała.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 90-91.

  • niewłaściwe ubranie mogło być przyczyną chorób płuc:

Tak mężczyźni jak i kobiety, mają zwyczaj nosić koszulę na piersiach otwartą, tak, że cała deskę piersiową i dołek pod nią widać. Jest to nieprzyzwoicie i bardzo niezdrowo, bo klatka piersiowa osłania płuca (…).

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 100.

  • brak noszenia butów, wybieganie boso na śnieg, chodzenie boso po zimnej ziemi lub podłodze to przyczyny reumatyzmu:

reumatyzm, chorobę objawiającą się łamaniem i darciem w kościach, na które po wsiach często chorują, na które żadne zamówienia i okadzenia nie pomogą.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 107.

Mieszkańcy lubelskich wsi zupełnie inaczej widzieli pierwsze zwiastuny choroby. Przyczyny chorób często tłumaczono w nadnaturalny sposób np. „zły wiatr zaleciał” lub „ktoś rzucił urok”. Czasem dolegliwość wynikła z nieprzestrzegania zakazów, jakie obowiązywały np. kobiety w ciąży, gospodynie, podróżujących.

  • Zły wiatr

Mają wiarę iż zły-Duch często postać Wiatru przybiera.  Dlatego z trudnością namówić ich można do otwierania okien. Bóle suche, paraliże, czasami i śmierć nagła, ciągu powietrza, częste skutki, mogły ich w to dzikie mniemanie wprowadzić.

Oskar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 75. 

Latem 1912 roku w Gołębiu nagle zmarła pewna młoda kobieta. Z pokolenia na pokolenie przekazywano sobie wiadomość o przyczynie jej nagłego odejścia: kobieta pracowała przy warsztacie tkackim przy uchylonym lufciku, zły wiatr zaleciał i umarła (informacja od Kazimierza Zamojskiego).

  • Przekleństwo

Wierzono, że choroba lub nieszczęście może się pojawić, gdy ktoś rzuci na kogoś przekleństwo. Uważano, że jeśli w złości powie się drugiej osobie „Ażebyś nie mógł umrzeć!”, ta osoba będzie długo umierała i odejdzie dopiero wtedy, gdy rzucający przekleństwo przyjdzie i przeprosi.

  • Rzucenie uroku

Wierzono, że wzrokiem można sprowadzić nieszczęście np. na niemowlęta. Urzeczone dziecko płakało bez przyczyny i niczym nie można było tego płaczu przerwać. Osoby, które obwiniano za rzucenie uroku najczęściej miały wady wzroku, np. zeza. Urok mogła rzucić osoba z „czerwonymi oczami”. Dlatego pojawił się zwyczaj ochrony przed urokami, małym dzieciom przywiązywano czerwoną nitkę lub wstążeczkę. Przyczyną nagłego bólu również było rzucenie uroku:

Skoro kogo brzuch gwałtownie zaboli i człowiek doświadcza wielkiego rznięcia w żołądku, mówią, że to urok od złych oczu.

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Warszawa 1962, s. 113.

  • „Dopust Boży”

Gdy nie potrafiono sobie niczym wyjaśnić przyczyny choroby, zwłaszcza małego dziecka lub dorosłego, który do tej pory był całkowicie zdrowy, mówiono, że choroba przyszła z woli Bożej. Na „dopust Boży” nie pomagały żadne znane sposoby leczenia, zwłaszcza odczynianie uroków i zastosowanie ziół. Mówiono, że ktoś „zachorował na śmierć” i myślano już więcej o ubraniu do trumny niż o ratunku dla chorego:

Dopóki dziecko zdrowe, to się o nie mało troszczą. A jak zachoruje – dopiero lament. Matka wtedy rzuca najpilniejszą robotę, zostaje w chałupie i zwołuje na poradę wszystkie kumoszki, które domyślają się, że albo dziecko zły wiatr zawiał, albo pewnikiem ktoś musiał urok rzucić… I dawajże przelewać nad kołyską jajka, puszczać żarzące węgielki na wodę, przesadzać dziecko przez studnię. A kiedy to wszystko nie pomaga, to któraś z kumoszek powiada: — ha, widocznie ono zachorowało na śmierć! Każą więc robić trumienkę, idą do miasta nabrać na koszulkę, a nim dziecko ducha wyzionie, już i koszula i trumna gotowe.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 18-19.

Powszechne dolegliwości:

  • Kołtun

Dawniej w Gołębiu wierzono, że kto obetnie kołtun, ten oślepnie lub spotka go choroba albo nieszczęście. Kobiety ukrywały kołtuny pod czepkami i chustkami, którymi okrywały włosy, mężczyźni nosili krótsze włosy i dbali o to, aby nie zapuścić kołtuna.

Gdyby kobiety kołtuna chustką lub czepkiem zasłaniać nie mogły i w kościele i w chacie z odkrytą głową, jak mężczyźni być musiały, ubyłoby połowę kołtunów. (…). Że obcinanie kołtuna szkodzi kłamstwo jest, bo ileż to razy dziecko jedno drugiemu przez zbytki kołtun obetnie, a dlatego ani o śmierć ani o chorobę go nie przyprawi.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 94.

  • Ciemieniucha

Matki rozkoszują się i przechwalają owemi obmierzłemi skorupami, które na kształt czapki pokrywają główkę dziecka. Aż obrzydliwość bierze dotknąć takiego dzieciaka, a broń Boże zaczesać tego nie wolno, bo zaraz się dziecku sprzeciwi. A tymczasem ciemieniuchy są niczem innem tylko brudem, który z potem i tłuszczem wydzielonemi przez skórę urabia się w rodzaj ciasta i tworzy te dachówkowate łuski. Skóra na głowie, pokryta taką blachą, nie oddycha, nie przepuszcza powietrza, choruje i włosy na niej jak należy rosnąć nie mogą. (…). Ileż to tam robactwa się pod tym gnieździ. Biedna dziecina kręci się nieraz, spać nie może, skrobie się po głowie, a matka radzi się sąsiadek, co to być może, że jej malutką główka musi boleć, bo strasznie niespokojna. I za poradą kum i babki okłada dziecku główkę naprzemian chrzanowymi liśćmi i krajanymi kartoflami.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 94-95.

  • Oparzenia 

Najczęściej dotyczyły dzieci, które kręciły się przy piecu i kobiet, które gotowały. Pierwszą pomocą było zawinięcie oparzonego miejsca chusteczką nasączoną moczem.

  • Wszy

Wszawica była powszechną chorobą spotykaną w każdej wiejskiej chałupie. Cierpiały na nią całe rodziny.

Nie ma (…) przyjemniejszej zabawy, jak w niedzielę jeden drugiego wyiskać. Cóż to za śliczne widowisko mieć można, jak córka położy matuli głowę na kolanach lub tatulo córce i odbywają się dopiero poszukiwania.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s.93. 

Sposoby leczenia

Dawniej na Lubelszczyźnie leczeniem zajmowały się kobiety, głównie „babki”. Poza tym funkcję lekarzy pełnili znachorzy, akuszerki, czarownicy, wróże. Wyrywaniem zębów zajmował się kowal. Na wsiach mieszkały też osoby, które specjalizowały się w danej dziedzinie, np. potrafiły nastawiać kości, usuwać polipy z gardła, znały się na roślinach leczniczych lub potrafiły odpędzić chorobę przez odczynienie uroku i inne guślarskie praktyki.

  • Przystawianie pijawki

Pijawkę przystawiano do chorego miejsca, np. do bolącego zęba lub niegojącej się rany. Pijawek używano w leczeniu bólu głowy, wrzodów, krost.

  • Leczenie wódką

Wódkę podawano przede wszystkim na wysoką gorączkę. Gorzałkę „na wzmocnienie” piły kobiety po porodzie. Wódką leczono różne dolegliwości ze strony układu pokarmowego:

Na boleści w żołądku piją wódkę z pieprzem tłuczonym i pomięszanym albo pieprz cały połykają i wódką go zapijają.

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 164. 

  • Zioła lecznicze

Zbieraniem ziół zajmowały się kobiety, to one przekazywały z pokolenia na pokolenie wiedzę o tym, jakie zioła stosować w jakiej chorobie. Zioła suszone spożywano w formie wywaru, świeże zioła były używane do okładania ran. Ponadto świeże zioła łączono z mlekiem i masłem i wykorzystywano jako maść. Z ziół robiono nalewki na spirytusie lub wódce. Rośliny lecznicze wykorzystywano również do okadzania chałupy, chorego, ciała zmarłego lub do odczyniania uroków. Wierzono, że zioła mają największą moc w Święto Matki Boskiej Zielnej i w Noc Świętojańską.

Popularne rośliny lecznicze stosowane na Lubelszczyźnie:

Babka zwyczajna – najlepsza na rany i skaleczenia oraz na febrę:

Dwa listki babki wymoczone w wodzie służą na febrę, która „co drugi dzień powraca” – trzy listki, kiedy powraca co trzeci dzień.

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Bez pospolity – oskrobiny namaczano w wódce i pito na kołtun.

Bratki – w leczeniu astmy i krwotoków:

wygotowane w miękkiej wodzie piją na duszność i krwawiankę (krwotok)

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Brzoza – wywar z suszonych liści brzozy pomagał na bóle reumatyczne, sok z brzozy podawano na bóle żołądka.

Leszczyna – dla kobiet po porodzie:

w odwarze z leszczyny kąpią się kobiety po połogu

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Macierzanka – na różne dolegliwości kobiece:

wymoczona w wódce lub wygotowana w wodzie służy dla kobiet słabych i brzemiennych

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Mak – na uspokojenie i dla dzieci na lepszy sen:

odwar z makówki dają dzieciom na spanie

Oscar Kolberg,  Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Przestrach – czyli skrzyp:

suszą i kadzą nim dzieci, gdy się czemś przestraszyły

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 159. 

Rumianek – na przeziębienie i bolące gardło, wywarem z rumianku płukano gardło, rumianek stosowano na rany i na bóle oczu.

  • Odczynianie uroku

Nie każda gospodyni znała się na odczynianiu uroków. Tę magiczną wiedzę posiadała „babka”.

Mówią, że przedewszytskiem trzeba obetrzeć podołkiem od koszuli czoło chorego i spluwać na wszystkie cztery strony; czasem to po trzykroć powtarzają. Niektóre zabobonniczki oblizują czoło urzeczonego i za każdym razem w inną stronę spluwają.

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 113. 

Wreszcie, jeżeli dziecko zachoruje,— a choroba dzieci małych objawia się niepokojem, krzykiem, rozpaleniem główki, gorączką,— nie należy składać tego na urok, przelęknienie; nie potrzeba odczyniać uroku, przesadzając dziecko przez studnię, homonto, lub kłaść spódnicę na drogę, aby ją obeszły owce, bo to wszystko są głupie babskie przesądy, które dziecku nic nie pomogą.

Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896, s. 14-15. 

Choroby zakaźne, czyli „powietrze”

Należą do nich odra, ospa, szkarlatyna, tyfus, gruźlica, febra, cholera.

Z doświadczenia wiecie dobrze, że choroba dostawszy się do jednej chałupy, roznosi się po całej wsi i często zabiera po kilka ofiar z jednego domu.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s.98. s. 123.

Niektóre choroby zakaźne jak odra i ospa charakteryzują się krostami, gdy na ciele chorego zauważono wykwity, mówiono, że „to złe z człowieka wyszło”. Zarazy przychodziły niespodziewanie i budziły lęk wśród mieszkańców lubelskich wsi.

Przed kilkunastu laty widywano po niektórych chatach dawnych, szkielet końskiej głowy na siostrzanie czyli stragarzu nade drzwiami wschodnemi ułożony i daszkami od widoku przychodzących osłoniony. Pytano się o przyczynę zachowania tego szkieletu, i wybadano, że po wielu domach włościańskich podobne końskie łby utrzymują się jeszcze od czasów zarazy, czyli jak oni mówią od powietrza. Twierdzą tedy, że takiego łba końskiego z miejsca ruszyć nie można, albowiem natenczas cały dom może podpadać okropnej nagłej chorobie i śmierci.

Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962, s. 112-113.

Dawniej wierzono, że choroby nie są zakaźne, często powtarzano, że ktoś się opiekował śmiertelnie chorym, ale sam nie zachorował. Poza tym popularny był zwyczaj zabierania w odwiedziny do chorego dzieci, a nawet kładzenie do łóżka chorej osoby dziecka, „żeby się ogrzało”.

Nie wierzcie żadnym gadaniom bab, kumów i kumoszek, że choroby nie są zaraźliwe, bo ten i ów doglądał chorego, a nie zaraził się. Policzcie lepiej tych, co się zarazili; nie spuszczajcie się na wolę Bożą mówiąc: „jak Bóg zechce, to wszędzie trafi” (…). Raz na zawsze trzeba pamiętać, żeby zaprzestać zwyczajów odwiedzania chorych z dziećmi, kładzenia dzieci do łóżek z choremi matkami, babkami lub rodzeństwem, i brania ze sobą dzieci na pogrzeby.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 124.

Cholera

Po powstaniu listopadowym w Gołębiu wybuchła epidemia cholery. Zarazę przynieśli rosyjscy żołnierze. W 1831 roku w parafii Gołąb zmarły 154 osoby, w tym 58 mieszkańców Gołębia umarło na cholerę. Zostało to odnotowane w księgach metrykalnych, na marginesie oprócz numeru aktu zgonu, imienia nazwiska osoby oraz miejscowości pojawia się przyczyna śmierci „Cholera”:

cholera

Akt zgonu z dopiskiem „cholera”źródło grafiki: Archiwum Państwowe w Lublinie, Księgi metrykalne parafii Gołąb. 

Cholera to groźna choroba układu pokarmowego, której przyczyną jest spożycie pokarmu lub wody zakażonej szczepami paciorkowca cholery. Na początku zakażenia chory wymiotuje i ma biegunkę, nie pojawia się ból brzucha ani gorączka.

Ludzie dziś opowiadają sobie o tych strasznych skutkach morowej zarazy, podczas której ci tylko ocaleli, którzy w lasy uciekli, to jest odosobnili się od chorych.

Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896, s. 123.

Jedna z pieśni kościelnych Święty Boże Święty Mocny zawiera błaganie: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny, Wybaw nas Panie”. Prośba o ochronę przed zarazą zostaje wymieniona jako pierwsza: od powietrza. Ludzie bali się chorób, na które umierały całe rodziny.

W tych trudnych warunkach życia, gdzie dominowała ciężka praca na roli, gdzie nie przestrzegano podstawowych zasad higieny, gdzie często zaglądał głód i niedostatek, nie stosowano leków, nie znano szczepionek ani antybiotyków, leczenie opierano na przesądach i odczynianiu uroków, przetrwali tylko najsilniejsi, najbardziej odporni, o których mówiono „że kijem by ich nie dobił”. W każdej chałupie przychodziło na świat ośmioro albo dziesięcioro dzieci, z czego połowa umierała jako niemowlęta lub kilkulatki. Kobiety bardzo często umierały przy porodach, a młodzi mężczyźni umierali nagle z nieznanej przyczyny. Mówiono, że kto ma krzepki wygląd, czyli jest rumiany na twarzy i dobrze zbudowany, w przeciwieństwie do ludzi bladych i chudych, ten ma zdrowie.

Bibliografia:

  1. Antoszka, Higiena ludowa. Trzeba dbać o zdrowie, aby się ustrzec choroby, Warszawa 1896.
  2. Antoszka, Upominek dla matek i gospodyń, Warszawa 1896.
  3. Oscar Kolberg, Lubelskie cz. II, Wrocław 1962.
  4. Agnieszka Szczur, Magia w wierzeniach mieszkańców Lubelszczyzny. Zielnik, http://teatrnn.pl/leksykon/node/1057/magia_w_wierzeniach_mieszkańców_lubelszczyzny_–_zielnik [dostęp: 08.06.2017].
  5. Magdalena Wójtowicz, Etnografia Lubelszczyzny – medycyna ludowa, http://teatrnn.pl/leksykon/node/3145/etnografia_lubelszczyzny_–_medycyna_ludowa [dostęp: 08.06.2017].

 


Copyright by Gołąb nad Wisłą 2016
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie części lub całości artykułów, zdjęć i innych materiałów graficznych tylko za zgodą autorów strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *