2 września 1939 roku w Gołębiu, tragedia kobiet

jezioro nury

Jezioro Nury w 2007 roku, źródło zdjęcia tu

My, mieszkańcy Gołębia, opowieść o tragedii kobiet robiących pranie w jeziorze Nury, przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Wiemy, gdzie zostały pochowane. Jednak ciągle najważniejsze pytania pozostają bez odpowiedzi. Kiedy dokładnie dokładnie niemieckie lotnictwo zbombardowało jezioro Nury, 1 czy 2 września? Ile kobiet wtedy zginęło, 9, 12, 13? Dlaczego niemiecki pilot zrzucił bomby właśnie na to jezioro?

nury

Jezioro Nury i Borowiec, współczesna mapa, źródło grafiki tu.

Pranie w jeziorze Nury

Przed wojną gołębskie kobiety prały bieliznę w jeziorze Nury. Mokre prześcieradła rozkładano na trawie przy jeziorze lub na wozach, mokre chodniki rzucano na krzaki. Tego wrześniowego dnia 1939 roku przed południem Piotr Stańczak, podobnie jak inni mężczyźni z Gołębia, wrzucił na drewniany wóz kijanki i brudne płachty, zawiózł swoją żonę Kazimierę na pranie do jeziora przy lotnisku. Mieszkańcy naszej nadwiślańskiej wsi już wiedzieli, że wybuchła wojna, słuchali o tym w radio, ale następny dzień, 2 września 1939, był zbyt piękny, słoneczny i zbyt zwyczajny na to, co miało się wydarzyć.

lotnisko w borowinie 1939

Lotnisko w Gołębiu, stan budynków w 1939 roku. Źródło zdjęcia tu.

Kazimierz Zamojski, wtedy dziesięcioletni chłopiec, z dnia 2 września 1939 pamięta tylko huk. Poniżej wspomnienia świadka Kazimierza Zamojskiego o bombardowaniu lotniska w Gołębiu [relacja to zapis nagrania z archiwum rodziny Zamojskich, 6 sierpnia 2016 roku, uwagi autora w nawiasie kwadratowym].

„Prały kobity, kobyłki były porubiune, na tych kobyłkach deski były położune i prały kobity kijankami, klepały toto i płukały w wodzie i płachty zaroz suszyły na wozach, wozy były takie drabiniaste, bo jak raz jo leciołem siano ruszać na Borowinę [nazwa pola położonego po prawej stronie od torów w okolicach Piasków], a Czesław [starszy brat Kazimierza] leciał na Lotnisko [nazwa łąki znajdującej się przy lotnisku]. A jego złapało tutaj koło Lipki, tu była droga. Tutaj z Olechu stanęły pod wirzbu w tym czasie i bumba upadła w Moczarkę [okolice gdzie dziś znajduje się przystanek MZK naprzeciwko skrzyżowania ul. Zuławy i ul. Cichej], pirw tam, a późnij tutaj [na jezioro] drugo. A później jak zaczeny przylecieć eskadra za eskadru bić po lotnisku. Hangarów to nie biły, bo wiedziały. Tam była tylko jedna bumba rzucuno w hangar, to były takie lotki ołowiane ło o takie o jak toto [kilkucentymetrowe]. Tego było w hangarze pełno, bumba przez dach poleciała i nic nie uszkodziła bardzo. Budynków nie ruszyły wcale, tylko teren lotniska zbumbardowany był, ni można było lundować samolotem. Potem toto wzieny, zarównały, gdzie jaki dół był, co się bumba nie rozerwała, to ju wydostały. A była tutaj droga jak Lipko je, tam bumba upadła. A późni się ćwiczyły te Niemce tutaj na lotnisku no i puszczały szybowce przeważnie”.

Gdy spadła bomba, Kazimiera Stańczak była na podeście. Została śmiertelnie ranna w brzuch, a jej ciało znaleziono na tym podeście. Dziesięcioletni Kazimierz przestraszył się nisko lecącego samolotu i nagłego huku. Polski żołnierz, który nie wiadomo skąd znalazł się tuż przy nim, nakazał mu paść na ziemię, po dłuższej chwili odesłał go do domu. Schował się pod łóżkiem i długo nie chciał wyjść, nie chciał powiedzieć, co się stało. Do domu szczęśliwie wrócił jego starszy brat Czesław.

lotnisko w dęblinie 09.39

Lotnisko w Dęblinie po bombardowaniu we wrześniu 1939 roku, podobnie wyglądał teren lotniska w Gołębiu. Źródło zdjęcia tu.

Poniżej zdjęcia z archiwum Dariusza Wardy przedstawiające lotnisko w Gołębiu po bombardowaniu. Zdjęcia wykonane przez Niemców.

lotnicze-zdjecie-lotniska-borowina-juz-po-babardowaniu

Zdjęcie lotnicze lotniska w Gołębiu po bombardowaniu we wrześniu 1939 roku.

spalone-pws-26-i-jeden-z-hangarow

Spalone samoloty PWS-25 i jeden z hangarów, wrzesień 1939 roku. 

60-i-290-po-kapotarzu-przed-2-hangarem

Samoloty 60 i 290 po kapotażu przed 2 hangarem.

207-i-60-w-tle-po-kapotarzu

Samoloty 207 i 60 po kapotażu.

Ile osób zginęło?

W księgach zostało zapisanych 13 nazwisk. Wiemy, że jedna, ciężko ranna kobieta, trafiła do szpitala w Puławach i nie wiadomo, co się z nią stało. W gminnym informatorze o przeszłości Gołębia, pojawia się wzmianka o 13 zabitych kobietach. Jest ona zgodna z księgami parafialnymi: 2 września 1939 roku zginęło 13 osób: 12 kobiet i 1 mężczyzna.

Niemiecki pilot zrzucając bombę na jezioro Nury zabił następujące osoby [nazwiska, lata życia i data śmierci ustalona na podstawie zachowanej Księgi Zgonów z 1939 roku, kolejność nazwisk podana według zapisów w Księdze]:

  1. Kazimiera Stańczak, 35 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11 (zgłoszenie zgonu 3 września).
  2. Agata Święch, 58 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  3. Emilia Bąkała, 62 lata, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  4. Julianna Antoniak, 40 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  5. Celina Antoniak, 15 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  6. Wiktoria Kamola, 38 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  7. Julianna Warda, 29 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  8. Janina Kowalczyk, 27 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  9. Leokadia Kopeć, 19 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  10. Pelagia Kruk, 46 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 4 września).
  11. Balbina Bąkała, 48 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 24 grudnia 1939 roku).
  12. Helena Bąkała, 22 lata, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 24 grudnia 1939 roku).
  13. Wacław Woszczek, 21 lat, zm. 2 września 1939 roku o godzinie 11, (zgłoszenie zgonu 11 stycznia 1940 roku).

Tylko jeden zgon, odejście Kazimiery Stańczak, żony Piotra Stańczaka, brata księży Władysława i Witolda Stańczaków, został zgłoszony do Księgi Zmarłych dzień po tym tragicznym wydarzeniu, pozostałe ofiary bombardowania zgłoszono 4 września i później, wszystkie łączy ta sama data i godzina: 2 września 11.00.

Prawdopodobnie to dokładny czas bombardowania i jednoczesnej śmierci ofiar, ukryty w tych aktach zgonu z  1939 roku, zapisany dla nas, dla przyszłych pokoleń. Formuła aktu zgonu nie pozwalała na zapisanie przyczyny śmierci, w tym wypadku przyczyna została ukryta w dacie i godzinie.

W 2005 roku ksiądz proboszcz Mieczysław Piwowarek SCJ wpisał do Księgi Zmarłych z 1939 roku kobiety zabite przez lotnictwo niemieckie (w spisie brakuje Kazimiery Stańczak, Balbiny Bąkały, Heleny Bąkały i Wacława Woszczka).

record-image_9396-WM32-WT

Skan z Księgi Zmarłych 1939 roku, źródło zdjęcia tu.

Wszystkie kobiety spoczywają w jednej alei na cmentarzu, grób przy grobie, krzyż przy krzyżu, a tuż pod nim tabliczka, najczęściej imię i nazwisko zmarłej i data, pierwszy lub drugi września 1939. Pogrzeby odbywały się pośpiesznie, bez pożegnania ciała przy przydrożnej kapliczce, bez ceremonii w kościele, po bombardowaniu jeziora mieszkańcy Gołębia uciekali. Po cichym pochówku najbliżsi ofiar dołączali do uciekających.

kazimiera stańczak

Fotografia tablicy z grobu Kazimiery Stańczak, źródło zdjęcia tu.

Pierwszy czy drugi września 1939 roku?

Kiedy miało miejsce bombardowanie lotniska w Gołębiu? Na niektórych grobach kobiet podana jest data 1 września, a innych 2 września. Wszystkie mają wpisane w aktach zgonu 2 września i tę datę należy przyjąć za prawdziwą. Pierwszego września nie miło miejsce żadne bombardowanie w naszej okolicy, 2 wrześnie zbombardowano lotnisko w Dęblinie i właśnie wtedy nasze, gołębskie. 2 września o godzinie 4 po południu miało miejsce bombardowanie w Borowej, tam również zginęło kilkanaście osób.

Dlaczego lotnictwo niemieckie zbombardowało jezioro Nury?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w reportażu radiowym Mariusza Kamińskiego „Tragedia kobiet w Gołębiu”, przewodnik Józef Konstanty Majewski wyjaśnia:

„Zdecydowanie to było drugiego września, nie mogło być w innej dacie, dlatego, że nic w okolicach nie było bombardowane przed drugim września. Bombardowanie lotniska w Dęblinie też się odbyło 2 września i tu się nie mogło odbyć 1 września, bo tu akurat lotnictwo niemieckie nie dotarło 1 września. Potwierdza mi to wielu ludzi, którzy już nie żyją, a pamiętali tę datę, byli tacy ludzie, którzy przeżywali to, że jego powiedzmy tam znajomego lub wujka lotnik niemiecki ostrzelał, gdy ten jechał konno wozem, gdzieś w okolicy lotniska i dziecko, czy syn, który był z ojcem na wozie, przywiózł już ojca martwego do domu i to mi pan Henryk Kamola relacjonował. Jest to człowiek, który pamięta to, że to było 2 września.

A następnie to bombardowanie. Wyobraźmy sobie lotnisko. Ma kształt zbliżony do kwadratu, prostokąta i w jednym z rogów znajdują się hangary, znajdują się budynki administracyjne i znajdują się budynki mieszkalne i jakieś budynki koszarowe, dlatego, że tu podchorążowie stacjonowali. Ale po przekątnej tego obszaru jest jezioro Nury, albo początek tego jeziora Nury i tam 2 września 1939 roku nikt nie miał pralki nawet i ta chyba kadra wojskowa w rejonie tych hangarów, więc prało się w jeziorze, czy w Wiśle. No i te panie, które tam zginęły, po prostu prały pościel i teraz najważniejsza sprawa to jest taka, że te panie po upraniu, po wypłukaniu tych prześcieradeł, poszew, rozłożyły je na trawie i one sobie po prostu schły na słońcu, a może nawet i miały się tam wybielić od działania promieni słonecznych. I co się dzieje dalej? Nadlatują samoloty niemieckie i zostawiają w spokoju hangary, a kierują się dokładnie tam, gdzie te panie piorą, jest ich kilkanaście i tych bomb, ja nie wiem, ile spadło, ale z tych przekazów, co wiem, to nie była jedna bomba, tylko było kilka. W każdym bądź razie przekazy są takie, że bombardowano w niezrozumiały sposób nie tu, gdzie powinno się bombardować. (…) Trzeba znać kulisy. Mianowicie 5 Kolumna, czyli Volksdeutsche, 5 Kolumna, czyli osadnicy niemieccy, którzy tu na tym terenie mieszkali, oczywiście, jeśli się poddali tej propagandzie Hitlera, to oni mieli za zadanie na początku września, jeśli jest jakiś obiekt ważny i godzien zbombardowania, bo bombardowanie to jest pewien wysiłek, to jest koszt, przelotu samolotu, bomba coś kosztuje, więc oni mieli za zadanie, jeśli jest ważny obiekt, który przyczyni się znacznie do osłabienia naszej polskiej armii, to należy wyłożyć dwa prześcieradła, takie znaki lotnicze jeszcze ja pamiętam jako dzieciak, jak były wykładane i się tym kierowano. Takie dwa prześcieradła, jak były z dwóch różnych stron obiektu, to pilot wiedział, że w ten środeczek trzeba celować bombą. Tych prześcieradeł było tam rozłożonych więcej, najprawdopodobniej pilot po prostu uznał, że to jest super ważny obiekt i stąd było to bombardowanie. Podejrzenie lotnika było, że coś tam jest pod ziemią i trzeba bombardować i tych bomb mogło być nawet kilkanaście. I tu jest wytłumaczenie, dlatego bombardowanie odbywało się właśnie tam”.

Cały reportaż można wysłuchać online, klikając tu. W dalszej części Józef Majewski opowiada o losach kobiety rannej w czasie bombardowania i znajdującej się w szpitalu w Puławach. Ta pani miała na nazwisko prawdopodobnie Kamola i przebywała w szpitalu, aż do wkroczenia tam Niemców. Gdy Niemcy dowiedzieli się, że jest to ofiara bombardowania w Gołębiu, postawili jej zarzut wprowadzenia w błąd lotnictwa niemieckiego i zabrali ją. Rodzina do dziś nie wie, co się z nią stało.

W tym roku minęło 78 lat od tego tragicznego wydarzenia.

Serdecznie dziękujemy Panu Dariuszowi Wardzie za udostępnienie zdjęć lotniska w Gołębiu.

Opracowała Małgorzata Daniłko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *